Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
581 postów 6927 komentarzy

Partia50plus

nikander - Bardziej pragmatyczne niż rewolucyjne myślą wojowanie.

"Kotwiczenie waluty" - nowe elementy

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Pożyczkobiorca nie jest obowiązany ponosić kosztów inflacji.

       Wstaje premier i papla, że musza być parabanki, bo dają lepszą ofertę lokat i pożyczek, wstaje wicepremier i powtarza to samo jednak próbuje zmiękczyć ten idiotyzm obiecując ściślejszą kontrolę. Minister od sprawiedliwości tymczasem niczego nie chce zmienić, gdyż każda regulacja uderzałaby w "złotą wolność gospodarczą". Naród nie reaguje i nie współczuje. Duże pieniadze do Amber Gold zanieśli ci, co to dorobili się na "dobrych przebitkach". Robili przekrety przez całe życie, i w istnienie takich "przebitek" ciągle wierzą. Jak trochę dostaną w d... to społeczeństwu jedynie na zdrowie wyjdzie.

     Panie premierze. Do k... nędzy. Kto tak zaprojektował architekturę finansową, że oprocentowanie pożyczek MUSI (powtarzam MUSI) być na poziomie 24%?????, że wysokosć stopy lombardowej jest praktycznie jedynym instrumentem polityki monetarnej????

     Nikt mnie nie będzie słuchał, ale może być inaczej. Z wściekłości na ten stan musiałem trochę zmodyfikowac "moje" kotwiczenie waluty. Złość czesto przybiera czerwone ze słości formy więc w tekście też będzie podobnie.

  Rozdział "Nowa architektura finansowa" przytaczam w całości, jako, że nikt nie miał obowiązku czytania moich poprzednich notek. Wystarczy przeczytać zmiany w punkcie 5.2


Poprzednia redakcja notki: NAF - koncepcja kotwiczenia waluty.

 

5. Nowa architektura finansowa

Czy zastanawiałaś(eś) się czym w istocie są i skąd się biorą pieniądze? Czy wiesz ile kosztuje nas brak tej wiedzy?

Straszą długiem publicznym. Czy coś z tego rozumiesz? Jaki długi może mieć społeczeń­stwo, które zwiększyło PKB z 337 mld zł w 1995 do 1 450 mld zł w 2010 roku? Na zdrowy ro­zum powinniśmy stać się cztery razy bogatsi! Skąd zatem ten dług i u kogo?. Tego „super prze­krętu” nie można zrozumieć bez znajomości zasad współczesnej emisji pieniądza. Na to, że jest coś takiego jak „emisja pieniądza” wskazuje Art. 227. Konstytucji mówiący:

Prześledźmy tę „emisję”, dokonywaną według obecnie obowiązujących zasad, na założeniach budżetowych na rok 2012, przyjmując maksymalne uproszczenia, aby precyzja liczb nie zaciemniła istoty rzeczy. Mamy:

  • PKB w 2012 roku przekroczy poziom 1 5 biliona złotych

  • przyrost PKB wyniesie 4 %

  • inflacja na koniec 2012 rok wyniesie 2,8 % rok do roku, co dałoby dla okresu 1,4% PKB.

  • Stopa redyskontowa weksli 4,75% (czerwiec 2011r)

  • Stopa lombardowa 6% (czerwiec 2011)

Wynika z tego, że potrzeby emisji pieniądza1 na pokrycie wzrostu PKB i inflacji wyniosą:

  • 60 mld zł na zrównoważenie przyrostu PKB

  • 21 mld na „sfinansowanie” inflacji

razem 81 mld zł. Gdyby tego nie zrobić, to cały przyrost PKB pozostałby w magazynach, bo za­brakłoby „środka wymiany”. Początkowo konsumenci cieszyliby się ze spadku cen (deflacja) jednak ta, szybko pozbawiłaby pracodawców możliwości dalszego finansowania produkcji. Czym by to skutkowało, możemy sobie tylko wyobrazić: wzrost bezrobocia, spadek siły nabywczej ludności lawinowo pogarszający sytuację. Chyba, że ratowalibyśmy się wymianą towar za towar, ale to raczej żart.

Pieniądze umożliwiające proces wymiany dóbr zostaną „wstrzyknięte” do gospodarki poprzez system bankowy. I tu zaczyna się genialny szwindel. NBP bezpardonowo przywłasz­cza sobie wysiłek całej gospodarki i postanawia na tej zwiększonej porcji ludzkiego potu za­robić dzieląc się łupem z bankami komercyjnymi. Od strony rachunkowej szwindel wygląda następująco:

  • Pierwotna emisja pieniądza2. NBP „pożycza” (wyczarowuje z powietrza) bankom komercyjnym po stopie redyskontowej na czym zarabia około 3,8 mld zł (81mld przyrostu PKB x 4,75 stopa redyskontowa) . Co to znaczy „pożycza”? - ma te pieniądza? - NIE!!!. Tworzy zapis na koncie. Cały wysiłek to wklepanie kilku cyfr do komputera. Manna spadła z nieba...

  • Wtórna emisja pieniądza. Banki komercyjne udzielają pożyczek ludności i przedsiębiorcom i mogą zarobić czterokrotną stopę lombardową co daje 15,5 mld zł.

W ten sposób cały roczny przyrost PKB stał się dla obywateli o 19,3 mld droższy!!!. Potrzeby pożyczkowe społeczeństwa zostały powiększone o 81 mld zł. przyrostu PKB plus 19,3 mld odsetek!!!

       Rozumiesz teraz dlaczego jesteś biedny a zegar długu publicznego niebezpiecznie tyka? Jest to sztuczny dług, którego źródłem jest fiducjarna emisja pieniądza (emisja na poczet długu).

        Czy istnieje jakieś inne rozwiązanie? Tak, i zostało ono nazwane przez ministra skarbu z lat 1925-1926 Jerzego Zdziechowskiego jako „monetaryzacja parytetu gospodarczego”. Państwo, po policzeniu przyrostu PKB powinno „wstrzyknąć” do gospodarki tę precyzyjnie obliczoną dawkę pieniądza nie poprzez system bankowy a bezpośrednio do społeczeństwa. I tu proszę się nie śmiać, tylko wytężyć wyobraźnie. Z braku innego sposobu można by, po prostu, rozsypać te banknoty z samolotu, przez co cała nadwyżka PKB (i tylko nadwyżka więc bez obaw o pobudzenie hiperinflacji) zostałaby wykupiona oszczędzając klientom 81 mld zł z tytułu kwoty głównej i 19,3 mld zł z tytułu odsetek. Jeśli te argumenty do ciebie nie przemawiają, to jeszcze nie uzmysłowiłeś sobie skali szwindlu jaki dokonywany jest w obecnej architekturze finansowej na Polakach i nie tylko.

        Zgodnie z prawem Locke'a – Ricardo równowagę towarowo-pienieżną powinna zapewnić kwota emisji na poziomie (81 mld zł / 3 średni wskaźnik wielkości obrotu = 27 mld zł). Taka kwota powinna być „rozproszona” przez budżet i trafić do kieszeni obywateli.

        Bez obawy. Banki komercyjne dalej będą działały: przyjmowały wkłady , udzielały kredytów i pośredniczyły w operacjach bankowych. Jednak zabrany im będzie „przywilej wtórnej emisji pieniądza”. Z polskich banków powinny zniknąć, udzielane przez NBP, pożyczki lombardowe i pod redyskonto weksli oraz sprytne bankowe sztuczki jak chociażby podwójne delewarowanie.

 

5.1 Nowa strategia „kotwiczenia waluty”

      Po rezygnacji z parytetu złota banki centralne potrzebowały ogólnych wytycznych do prowadzenia polityki monetarnej. Historycznie pierwszą modną strategią była opracowana przez monetarystę Miltona Friedmana „strategia celu podaży pieniądza”. Nie wytrzymała ona jednak „ataku strony popytowej” i szybko została zdyskredytowana. Pozostało jednak po niej przekonanie, że bankom centralnym nie można dawać zbytniej swobody i trzeba im patrzeć na ręce. Kolejnymi strategiami były „strategia celu kursu walutowego” oraz funkcjonująca obecnie (teoretycznie) „strategia celu inflacyjnego”3. Wszystkie te strategie opierały się na emisji pieniądza jako długu. Banki komercyjne szybko znajdywały sposoby, aby uwalniać się spod kagańców, które próbowały nakładać banki centralne a w ich arsenale działań pozostawały jedynie kosztowne operacje aprecjacyjne polegające na ściąganiu nadpłynności banków poprzez sprzedaż bonów.

        Wytworzyła się paradoksalna sytuacja: otóż banki centralne z „pożyczkodawców ostatniej instancji” stały się „pożyczkobiorcami ostatniej instancji”. Zamiast zarabiać na pożyczkach redyskontowych i lombardowych tracą na wykupie bonów pieniężnych, których poziom za 2011 wyniósł ponad 95 mld zł. Jedyną rozpaczliwą i skuteczną metodą utrzymywania równowagi towarowo-pieniężnej jest windowanie poziomu lichwy przez stopę lombardowa. Dla przypomnienia: ustawowy poziom lichwy to czterokrotna stopa lombardowa i państwo jest zainteresowane tym, aby banki komercyjne taką stopę pobierały dla duszenia popytu!!! Skutek: państwo zupełnie niepotrzebnie, stosując błędną architekturę finansową, obciąża społeczeństwo garbem odsetkowym, który rocznie należy szacować na kwotę 100 mld zł!!!

       Nowe kotwiczenie waluty powinno odpowiadać najważniejszym funkcjom pieniądza jaką odgrywa on w gospodarce narodowej. I tak:

  • Dla funkcji pieniądza jako środka wymiany - pieniądza powinno być tyle, aby optymalnie obsługiwać potencjalne transakcje w gospodarce. Stosując proste przekształcenie formuły Locke'a – Ricardo, wielkość emisji przybliża wzór

deltaM = deltaPKB/V

gdzie:

deltaM – wielkość emisji

deltaPKB – przyrost PKB

V – krotność krążenia pieniądza.

Musimy jednak uwzględnić fakt projekcji sytuacji towarowo-pienieżnej w przyszłości na podstawie danych historycznych a także jakość uzyskanych informacji. Najtańszym sposobem pomiaru wzrostu PKB będzie metoda „sumy faktur” i będzie ona zafałszowania wskaźnikiem inflacji. Ten błąd należy skorygować dodatkowym narzędziem dostrajającym opartym na pomiarze inflacji. Aby unaocznić problem: mamy wykazany wzrost PKB na poziomie 4% i inflację na poziomie 4% (przerost „pomierzonego” wzrostu PKB jest spowodowany tylko i wyłącznie wzrostem inflacji) - jaka powinna być emisja?

  • Dla pieniądza jako środka gromadzenia skarbu (tezauruzacji) - pieniądza powinno być tyle, aby nie naruszać struktury cen poza dopuszczalne limity.

    Wiele argumentów przemawia za tym, że inflacja na poziomie 2% jest dla gospodarki korzystna. Jest to także narzędzie aprecjacji siły nabywczej w przypadku stagnacji gospodarczej. Jednak inflacja powyżej 2% powinna znaleźć odzwierciedlenie w formule emisyjnej.

  • Dla pieniądza jako regulatora celów gospodarczych państwa – pieniądz powinien być „rozproszony” w gospodarce we właściwych proporcjach na część inwestycyjną (wzrost mocy wytwórczych) i na część konsumpcyjną. W końcowym rezultacie i tak wszystkie pieniądze zwiększą konsumpcję. Chodzi o to, aby pieniądze konsumpcyjne pochodzące z inwestycji pojawiały się na rynku w tym samym czasie co zwiększona masa towarowa. Propozycja sposobu „rozproszenia emisji” znajduje się w rozdziale 5.2.

5.2 Nowa organizacja operacji dostrajających.

Operacji dostrajających dokonywałby konstytucyjnie umocowany organ, który wstępnie nazwiemy Radą Polityki Pieniężnej (RPP). Główne operacje dostrajające odbywałyby się w cy­klu kwartalnym.


 

Nowe: ODSETKI

RPP mając na wejściu:

  • wielkość zaległej emisji do zalegalizowania,

  • dane o wzroście PKB,

  • dane o wzroście inflacji

posługując się konstytucyjnie obwarowana formułą emisyjną dokonuje:

  • obliczenia łącznej kwoty emisji,

  • podziału tej kwoty na:

    • sfinansowanie odsetek od depozytów w bankach depozytowo-kredytowych,

    • część inwestycyjną ( zasilenie planów tworzenia pracowniczych majątków produkcyjnych w spółkach właścicielsko-pracowniczych),

    • część konsumpcyjną (dofinansowanie płac osób najniżej zarabiających).

Uwagi:

  1. Legalizacja zaległej emisji.

    Zaległa emisja to kwoty „Zadłużenia netto instytucji rządowych szczebla centralnego” oraz „Saldo pozostałych pozycji (netto)”. Na stan czerwca 2012 wynoszą one odpowied­nio: 85 mld i 251 mld zł. Są to kwoty, zostały już wyemitowane na poczet długu i które sukcesywnie będą spływać do banków komercyjnych. Właścicielem tych pieniędzy jest naród i reprezentujący go Narodowy Bank Polski. Kwoty zaciągnięte przez instytucje rządowe należy, po prostu, umorzyć. Można szacować, że rocznie z tytułu spłaty zadłużeń gospodarstw domowych i przedsiębiorstw będzie się odzyskiwało około 10% kwoty za­dłużenia co dawałoby kwotę emisji rzędu 25 mld zł.

  2. Wzrost PKB

    Wzrost PKB jest wskaźnikiem „mocno zintegrowanym” a to ma zarówno złe jak i dobre strony. Pokazuje łączną ilość pieniądza potrzebnych do obsługi transakcji gospodarki le­galnej wycenianych w cenach bieżących. Nie uwzględnia jednak obrotu szarej strefy i nie informuje o strukturze tego PKB. Nie daje dokładnego obrazu siły gospodarki, nie wie­my ile w tym PKB jest, przykładowo, marży handlowej i kosztów finansowych.

    Wzrost PKB ma charakter „historyczny”, dotyczy bowiem sytuacji w okresie objętym po­miarem i opóźnionym o okres przetworzenia danych. Zatem używając go do projekcji pieniężnej przyszłości musimy zdawać sobie sprawę z faktu, że da nam on przybliżenie z pewnym (kilkunastoprocentowym) błędem.

    Jednak w sytuacji braku lepszego wskaźnika nie mamy innego wyboru.

  3. Inflacja

    Jeśli przyjmiemy pomiar PKB według cen rzeczywistych możemy przyjąć zasadę, że nie uwzględniamy inflacji w formule emisyjnej a wykorzystujemy ją jedynie do ustalenia proporcji pomiędzy częścią emisji przeznaczoną na cele inwestycyjne i konsumpcyjne. Dla inflacji nie przekraczającej 2% można przyjąć podział równy, gdy inflacja rośnie wzmacniamy część inwestycyjną kosztem konsumpcyjnej. W przypadku deflacji postępu­jemy odwrotnie.

  4. Kwota emisji

    Do wyliczenia kwoty emisji używamy „prawnie umocowanej” algebraicznej formuły emisyjnej. To powinno być wyjątkowo „żelazne prawo”.

    Przyjmując wzrost produkcji na poziomie 5% (pomiar wg cen transakcji, czyli uwzględ­niający inflację) dawałoby to rocznie kwotę emisji rzędu 27 mld zł. Łącznie uwzględnia­jąc legalizację emisji zaległej (około 25 mld zł) dawałoby to roczną emisję rzędu 52 mld zł.

  5. ODSETKI OD DEPOZYTÓW

    Art 221, Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej mówi: "….Narodowy Bank Polski odpowiada za wartość polskiego pieniądza". „Wartość polskiego pieniądza” dla obywateli powinna oznaczać obronę wartości nabywczej pieniądza. Wartość ta jest sukcesywnie obniżana o wartość inflacji. Z drugiej strony pieniądze „zamrażane” (wycofywane z obiegu) powodują procesy stagnacji gospodarczej. Rozsądnym byłoby poszukanie racjonalnego kompromisu pomiędzy pieniądzem jako środkiem wymiany oraz środkiem gromadzenia skarbu. Postuluje się więc, aby państwo rekompensowało gospodarstwom domowym odsetki ponad przyjętą bezpieczną granicę inflacji czyli 2% rocznie. W pewnym sensie byłaby to realizacja koncepcji „pieniądza ujemnie oprocentowanego”. Dotyczyłoby to jedynie pieniędzy zdeponowanych w bankach depozytowo-kredytowych i uniach kredytowych. Nie dotyczyłoby banków działających na zasadach „udziałowych” (bezodsetkowych) opisanych w rozdziale 5.3.

    Należy jednak przyjąć, ze znaczna część klientów banków depozytowo-kredytowych przeniosłaby swoje pieniądze do banków „udziałowych” potencjalnie zapewniających wyższe zyski z lokat powierniczych. Miałoby to zbawienny wpływ na poszerzanie się gospodarki realnej.

    Ustalenia co do wysokości oprocentowania lokat powinny obowiązywać wszystkie banki działające w Polsce, natomiast rekompensata odsetek od depozytów powinna być stosowana jedynie do banków polskich.

INWESTYCJE

Pozostałe pieniądze trafiłyby do budżetu z przeznaczeniem na realizację ważnych celów społecznych. Nie są to jakieś rewelacyjnie duże pieniądze, jakieś półtora tysiąca na mieszkańca. Należy ich zatem użyć dla pobudzenia pewnych procesów niż załatwiania nabrzmiałych problemów. Musimy pamiętać, że nową „bazą monetarną” stała się gospodarka a ściślej jej zdolności wytwórcze. Nie da się narodowej waluty, bez istnienia narodowej gospodarki. Tak więc postulat skierowania znacznych kwot emisji na wzmocnienie bazy wytwórczej gospodarki za całkowicie uzasadniony. Istnieje jednak problem wyboru: czy mają to być inwestycje w duże przedsiębiorstwa państwowe, czy w infrastrukturę społeczną (kapitał strukturalny) gospodarki. Preferowaną propozycją jest zasilenie planów budowy pracowniczego majątku produkcyjnego w nowym typie spółek a mianowicie spółkach właścicielsko – pracowniczych. Potencjalnie z tego rozwiązania mogłoby korzystać kilka milionów pracowników. Temat zostanie rozwinięty w rozdziale 8.

KONSUMPCJA

W zakresie rozproszenia pieniędzy konsumpcyjnych preferowanym rozwiązaniem jest wprowadzenie „negatywu podatku” czyli dofinansowanie pracowników nie osiągających zarobków na określonym poziomie. Rozwiązanie to znane jest jako Nagative Income Tax (NIT) i było spopularyzowane przez Miltona Friedmana. Skojarzenie z systemem fiskalnym nie jest przypadkowe. Istnieje bowiem system rozliczenia się pracownika z państwem i tę samą infrastrukturę można wykorzystać do rozliczenia się państwa z pracownikiem. NIT mógłby być wypłacany pracownikom jako zwrot nadpłaconego podatku rozliczanego w deklaracji PIT.

 

5.3 Bankowość „udziałowa” (bezodsetkowa).

W chwili obecnej trudno sobie wyobrazić rezygnację z banków depozytowo-kredytowych działających na obecnych zasadach. Jednak radykalnie zmieniłyby się warunki, w których zaczęłyby działać. Przede wszystkim przestałyby być „dealerami walutowymi” w myśl obecnej ustawy o bankowości. Nie mogłyby emitować pieniędzy w systemie rezerwy cząstkowej i musiałyby zaakceptować zasady „złotej reguły bankowości” czyli mieć pełne pokrycie pożyczek w depozytach i to zarówno co do kwot jak i terminów wykonalności/zapadalności. NBP przestałby być zarówno pożyczkodawcą, jak i pożyczkobiorcą ostatniej instancji.

Przestałyby także obowiązywać kwoty procentowe NPB, zwłaszcza zniknęłaby koniecz­ność windowania lichwy przy pomocy stóp lombardowych. W zamian za to banki te byłyby zmuszone do stosowania „urzędowej stopy procentowej” depozytów (co zostało zaproponowanie w rozdziale poprzednim) oraz miałyby refundowane środki na pokrycie wynikających z zastosowanej kwoty procentowej kwot. Co ważne: banki nie musiałyby przerzucać kosztów tych odsetek na barki pożyczkobiorców!!! Całkiem realna staje się zatem perspektywa spadku stóp procentowych pożyczek do 2-3% na drodze konkurencji międzybankowej i znacznego obniżenia potrzeb pożyczkowych gospodarstw domowych i przedsiębiorców poprzez mechanizmy rozproszenia emisji.

Jednak banki depozytowo-kredytowe powinny dawać gwarancje rządowe jedynie na „rozsądne kwoty” i powinny być adresowane głównie do obsługi ludności. Klientami tych banków powinna być głównie sfera budżetowa oraz renciści i emeryci. Państwo powinny dać wyraźny sygnał w tym, gdzie powinny pracować pieniądze sfery gospodarczej – w gospodarce i tam powinny być pomnażane. Koncepcja „ujemnego oprocentowania” powinna sprawić, że spokojne i bezproblemowe życie z lichwy powinno być wyrugowane z polskiego pejzażu gospodarczego.

Już obecnie możemy powiedzieć, że istnieją u nas zalążki bankowości bezodsetkowej. Wiele banków utrzymuje, bowiem, konta bankowe „za darmo” nie gwarantując żadnych odsetek. Jednak prawdziwego przełomu należałoby oczekiwać od rozwoju bankowości „udziałowej” zwa­nej także bankowością bezodsetkową lub islamską. Religia muzułmańska stosuje bowiem bez­względny zakaz lichwy. Dopuszczany jest i promowany zysk ze wspólnego przedsięwzięcia po­życzkodawcy i pożyczkobiorcy, w którym bank pełni rolę pośrednika. Najważniejszymi stosowa­nymi tam umowami powierniczymi są:

  • Mudaraba4, „...która określa zasady działania trzech stron, w których pierwszą jest bank działający jako pośrednik pomiędzy pożyczkobiorcą a pożyczkodawcą. Drugą stroną jest inwestor, który może być zarówno założycielem banku, jak i posiadaczem lokaty. Trzecią stroną staje się kredytobiorca. Inwestor osiąga zyski dzięki działaniom podjętym przez bank komercyjny, a wynikają one z przychodów osiąganych przez kredytobiorcę. Dlatego istnieje związek pomiędzy pasywami banku a depozytami uzgodnionymi zgodnie z mu­darabą. Podział zysków wynikający ze złożonych depozytów wpływa na strukturę pasy­wów. Pasywa nie wymagają korekt z tytułu strat poniesionych przez inwestora i nie wpły­wają na wielkość posiadanego kapitału. Podobnie działa mudaraba, określająca relacje pomiędzy bankiem a pożyczkobiorcą. Od banku nie wymaga się utrzymywania zwiększo­nych rezerw związanych z ryzykiem działalności handlowej. W takiej samej sytuacji wy­stępuje zgodność pomiędzy aktywami a pasywami, powodująca ograniczenie ryzyka kry­zysów finansowych...”

  • Musharaka5 - „...w islamskich finansach pojęcie to odnosi się do spółki, w której wszy­scy wspólnicy biorą udział w zyskach i stratach z podjętego przedsięwzięcia. Kontrakt musharaka oznacza umowę, w której dwa lub więcej podmiotów, zakłada działalność go­spodarczą i każdy z nich stawia do dyspozycji kapitał, pracę oraz bierze czynny udział w zarządzaniu. Zysk dzielony jest pomiędzy strony według zasad uzgodnionych w umowie, przy czym nie jest dopuszczalne ustalenie stałej kwoty zysku do wypłaty. W przypadku wystąpienia straty, dzielona jest ona proporcjonalnie do zainwestowanego kapitału. Ogól­na zasada dotycząca musharaka mówi, iż wszystkie strony umowy partycypują w kosz­tach, nakładach pracy oraz zarządzaniu. Istnieje jednak możliwość, by któraś ze stron była wyłączona z dostarczania pracy lub prowadzenia interesu. W takim przypadku udział w zyskach "biernego" wspólnika musi być proporcjonalny do jego udziału kapitałowego w danym projekcie. Zwykle rolę „biernego partnera” przyjmuje bank (J.K). Udział wspólników nie musi być identyczny. Może przyjmować formę aktywów fizycznych, ale może mieć także charakter niematerialny, np. wiedza, doświadczenie, a nawet dobra wola...”

Banki „udziałowe” powinny działać na zasadzie pełnego ryzyka (bez żadnych gwarancji rządowych) zgodnie z paremią „volenti non fit iniuria” (chcącemu nie dzieje się krzywda).

       Państwo powinno promować bankowość „udziałową” widząc w niej narzędzie aktywizacji gospodarczej i to zarówno po stronie obniżenia progu inicjatywy gospodarczej dla drobnych posiadaczy kapitału jak i po stronie – sprzyjającej inicjatywom - rozłożenia ryzyka . Powierzanie pieniędzy w inicjatywy typu mudaraba czy musharaka tym się różni od polskiej praktyki spółek, że rozliczenie wspólników następuje „po” a nie „przed” zakończeniem inicjatywy gospodarczej. Daje to wspólnikom zdecydowane lepszą możliwość wyegzekwowania dobrej pracy wszystkich wspólników niż w polskich spółkach osobowych, w których wspólnik gwarantuje sobie prawo do zysku już w umowie spółki.


 

Zatem podstawowym postulatem w zakresie naprawy finansów państwa będzie zmiana sposobu „wstrzykiwania” emisji pieniądza do gospodarki: nie poprzez system bankowy a po­przez budżet państwa .

Postulat 7.

Przywrócenie państwu korzyści z emisji pieniądza poprzez zastąpienie emisji fiducjar­nej (na poczet długu bankowego) emisją rzeczywistą dla poprawienia procesu wymia­ny dóbr przy wzroście PKB.

Postulat 8.

Wyeliminowania możliwości wtórnej emisji pieniądza przez banki komercyjne. Do­prowadzenie do konieczności pełnego pokrycia pożyczek wkładami.

Postulat 9.

Skierowanie kwot emisji pieniądza na:

  • sfinansowanie odsetek od depozytów w bankach depozytowo-kredytowych i uniach kredytowych,

  • (część inwestycyjna) – dofinansowanie planu tworzenia pracowniczego majątku produkcyjnego w spółkach właścicielsko – pracowniczych,

  • (część konsumpcyjna) – finansowanie projektu „minimalnego dochodu gwaran­towanego”.


 

     Sam problem zmiany sposobu rozproszenia emisji nie rozwiązuje wszystkich problemów nowej architektury finansowej. Pozostaje problem rozwiązania „bazy monetarnej” i redukcja konieczności utrzymywania dużej rezerwy walutowej. W nowej architekturze finansowej poziom „bazy monetarnej” można ograniczyć jedynie do kwot zabezpieczających „słaby” atak na walutę. Międzynarodowe organizacje banksterów mogą bez problemu zaatakować każda walutę, o czym mogły przekonać się rządy Wielkiej Brytanii, Argentyny czy Rosji. Właściwych rozwiązań należałoby poszukiwać w układach geopolitycznych.

      Należy powiedzieć a jakiej skali zamrożonych rezerw tu mówimy. Kwota 100 mld USD jest do odzyskania dla naszej gospodarki. Czasy gdy należeliśmy do Golden Standard, w którym to papierowy dolar był tak samo dobry jak złoto, dawno minęły. Popełniamy ten sam błąd jak przed wojną. W 1939-tym roku mieliśmy czterokrotnie większe rezerwy złota niż potężniejsze od na Niemcy. 60 warszawskich autobusów wywoziło złoto na przedmoście rumuńskie a nasze wojsko pojechało na wojnę na kobyłach. To powinno nas czegoś nauczyć.


 

1    Wielkość emisji, która gwarantuje stałą wartość nabywczą pieniądza wynika z prawa sformułowanego przez Johna Locke’a (poziom cen zależy wprost proporcjonalnie od ilości pieniądza ), którą David Ricardo (1772-1823) zapisał algebraicznie pod postacią równania

MV=PT,

gdzie

  • M - to ogólna suma pieniędzy w społeczeństwie,

  • V – średni współczynnik wielkości obrotu szacowany na około 3,

  • P – ceny

  • T – ilość towarów obecnych na rynku

 

2Ten „podręcznikowy” sposób emisji pierwotnej przestał działać praktycznie w 2001 roku. Wraz z pojawieniem się w Polsce banków zagranicznych pojawiły się możliwości pozyskiwania pieniądza na rynku międzybanko­wym zdecydowanie taniej niż po stopach redyskontowych i lombardowych z NBP. Z instrumentów pieniężnych NBP pożyczki redyskontowe znikły w 2002 roku, a pożyczki lombardowe utrzymywały się na śladowym pozio­mie. Wzrosły natomiast koszty głównych operacji dostrajających. Źródło: http://www.nbp.pl/publikacje/opera­cje_or/2011/raport2011.pdf

3 http://m.obserwatorfinansowy.pl/forma/debata/zgon-celu-inflacyjnego-rynki-szykuja-nowego-monetarnego-krola/

4http://mfiles.pl/pl/index.php/Mudaraba

5http://mfiles.pl/pl/index.php/Musharaka

KOMENTARZE

  • "W 1939-tym roku mieliśmy czterokrotnie większe rezerwy złota niż potężniejsze od na Niemcy."
    Historia powinna być naszą nauczycielką - szkoda, że tak rzadko nas czegoś uczy.
  • @Autor
    Bardzo ciekawe jest stwierdzenie dotyczące konieczności przeprowadzenia emisji pieniądza w przypadku wzrostu PKB.
    Autor argumentuje że "Gdyby tego nie zrobić (z kontekstu chodzi o emisję), to cały przyrost PKB pozostałby w magazynach, bo zabrakłoby „środka wymiany”, a to miało by mieć katastrofalne efekty.
    Oznaczało by to, że obecnie wszystkie transakcje są przeprowadzane wyłącznie przy użyciu pieniędzy wyemitowanych przez bank centralny.
    Tymczasem obecnie bardzo wiele transakcji odbywa się w sposób bezgotówkowy, czyli na podstawie waluty emitowanej przez banki komercyjne - zapisów na kontach księgowych w systemach tych banków. Takie transakcje nie wymagają żadnej dodatkowej emisji pieniędzy przez bank centralny.
  • @Autor
    Dług z tytułu emisji pieniędzy ma się nijak do wysokości długu publicznego. Dług z tytułu emisji jest równy wszystkim pieniądzom wyemitowanym przez NBP i znajdującym się w obiegu - bo wszystkie one zostały od NBP pożyczone.
    Natomiast dług publiczny obejmuje nominalne zadłużenie podmiotów sektora finansów publicznych.
    Także wzrost wysokości długu publicznego wynika wyłącznie ze sposobu zarządzania podmiotów z sektora finasów pblicznych i nie dotyczy on całego społeczeństwa.
  • @programista 17:34:12
    Mylisz się. Bank centralny nie emituje całej waluty nawet z teoretycznego punktu widzenia. Bank centralny powinien być (niestety obecnie nie jest) podstawowym źródłem zaopatrzenia banków komercyjnych w walutę. Teoretycznie powinien pożyczać w banku centralnym i do tego banku zwracać.
    Jednak:
    "...Ten „podręcznikowy” sposób emisji pierwotnej przestał działać praktycznie w 2001 roku. Wraz z pojawieniem się w Polsce banków zagranicznych pojawiły się możliwości pozyskiwania pieniądza na rynku międzybanko­wym zdecydowanie taniej niż po stopach redyskontowych i lombardowych z NBP. Z instrumentów pieniężnych NBP pożyczki redyskontowe znikły w 2002 roku, a pożyczki lombardowe utrzymywały się na śladowym pozio­mie. Wzrosły natomiast koszty głównych operacji dostrajających. Źródło: http://www.nbp.pl/publikacje/opera­cje_or/2011/raport2011.pdf..."

    W sytuacji gdy polski bank centralny utracił kontrolę nad bankami komercyjnymi praktycznie zanikł pierwszy człon emisji pieniądza: emisja pierwotna. Pozostała jedynie emisja wtórna.
  • @nikander 17:45:41
    Czyli bank centralny przestał emitować pieniądze a mimo tego mamy od ponad 10 lat wzrost PKB i nie widać by w magazynach były przechowywane ogromne ilości różnych towarów nie nabytych z powodu braku pieniędzy.
    Dlaczego w takim razie mówimy o jakiejkolwiek emisji - może jest ona zbędna?
  • @programista 17:44:43
    "...Dług z tytułu emisji jest równy wszystkim pieniądzom wyemitowanym przez NBP i znajdującym się w obiegu - bo wszystkie one zostały od NBP pożyczone..." - bzdury. NBP już prawie niczego nikomu nie pożycza. Proszę zerknąć do sprawozdania http://www.nbp.pl/publikacje/opera­cje_or/2011/raport2011.pdf i nie wypisywać dalej takich bzdur. Test to też w moim ostatnim komentarzu.
  • @programista 17:58:36
    Piszę już trzeci komentarz o tym, że obecnie banki komercyjne głownie zaopatrują się w gotówkę na rynku miedzybankowym i jakoś to do Ciebie nie dociera. Emisję pierwotną dla banków komercyjnych działających w Polsce wykonują banki centralne innych państw za pośrednictwem swoich banków komercyjnych..
    Popatrz wreszcie na sprawozdanie http://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=2&ved=0CE4QFjAB&url=http%3A%2F%2Fwww.nbp.pl%2Fstatystyka%2Fpieniezna_i_bankowa%2Fdwn%2Fpodaz_skrocona.xls&ei=Nw8xUN3yKNDesgb9y4GQDQ&usg=AFQjCNEB-S7Qrb1wkXbuSqiq2JWXLyetoQ&cad=rja i zorientuj się jak jest przyrost pieniądza M3 bo prowadzenie dyskusji na poziomie FREEDOM nie mam ochoty.
  • Jest jeszcze kredyt społeczny, jako wariant emisji pieniądza.
    A za próbę zmian w emisjach jako dług ginęli już prezydenci.
  • NO TO AMBER GOLD
    to chodząca sprawiedliwość w porównaniu z nierządem polskojezycznym.
  • @myszka 18:35:30
    Koncepcja kredytu społecznego ma wiele wspólnego z nową architektura finanasową. Jednak NAF konsumuje doświadczenia ostatnich trzydziestu lat.
    Ginęli prezydenci a niektórzy ministrowie finansów kończyli z przestrzelonym kolanem. Niczego jednak nie ma za darmo.
  • @nikander 18:09:04
    No i widzisz, Nikander - doczekałeś się strony głównej - gratuluję! :)

    Skorzystam z okazji - aby Ci odpowiedzieć na Twoją sugestię i uzmysłowić, że nie można ignorować zjawisk naturalnych zachodzących w przyrodzie - tylko trzeba je zrozumieć.

    > Nic nie stoi na przeszkodzie abyście napisali i opublikowali jakąś
    > całościowa koncepcję monetarną.

    Ależ ja już zebrałem to co najważniejsze i opublikowałem - i to nie jest żadna koncepcja - tylko elementarne podstawy - na których dopiero można budować jakąkolwiek koncepcję - ale nie można udawać, że ich nie ma.

    Mogę Ci tu streścić, jak nie zauważyłeś tego wcześniej:

    - każda emisja pieniądza jest de facto podatkiem, który musi zapłacić całe społeczeństwo (bez względu na to czy zdaje sobie z tego sprawę czy nie)
    - wszystko dąży do równowagi - w przypadku gospodarki chodzi o dążenie do równowagi między popytem a podażą
    (im czegoś więcej tym jest mniej warte, tańsze - im czegoś mniej tym jest więcej warte, droższe)
    - prawdziwe bogactwo powstaje tylko z pracy - inaczej nie da się go stworzyć
    - OSZCZĘDNOŚCI to podstawa. Jakakolwiek inwestycja, pożyczka, kredyt czy emerytura jest fizycznie możliwa tylko dzięki temu, że istnieje nieskonsumowane jeszcze bogactwo (dobra, towary, usługi), które ktoś wypracował.

    TO SĄ PODSTAWY - które działają zawsze, i których fizycznie nie da się zmienić.

    Dodam jeszcze rzecz równie prostą i oczywistą - wynikającą z ignorancji powyższych podstaw, które nic sobie nie robią z ludzkiej ignorancji i działają jakby nigdy nic:
    - jedyną przyczyna ubóstwa we współczesnej Polsce jest to, że ludzie są pozbawiani sporej części bogactwa, które wypracowują (bogactwo jest im odbierane po prostu)
    (dzieje się to na dwa sposoby:
    jawnie i przymusem prawnym - w podatkach jawnych i oficjalnych,
    i podstępem, bez potrzeby przymusu - w podatkach ukrytych jakimi są mechanizmy kreacji pieniądza - bankowa rezerwa częściowa i GPW)


    PS. A skoro padło hasło NAF - to czuję się w obowiązku OSTRZEC wszystkich - że ta koncepcja zbudowana jest na wielu absurdach:
    http://freedom.nowyekran.pl/post/69764,zboczency-intelektualni-czyli-gwalt-na-rozumie

    I oświadczam, że w każdej chwili mogę każdemu rozsądnemu człowiekowi to udowodnić w ciągu kilku minut. Pozdrawiam, pozostając do dyspozycji jeśli ktoś POWAŻNIE chciałby o tym porozmawiać! :)
  • @policjant łapówkarz 18:43:40
    Amber Gold ma pecha bo próbował dostosować się do ogólnej grabieży w zbyt małej skali. Jak okradać to całe narody.
  • @Freedom 18:48:02
    Między materiałami w składzie budowlanych a domem jest długa droga. Trzeba wiedzieć jak je wzajemnie poukładać. Spróbujcie. Nit tego za was nie zrobi. Na razie to dyskusja pomiędzy zaletami cegły i siporeksu.
  • @nikander 18:55:35
    > Między materiałami w składzie budowlanych a domem jest długa
    > droga.

    O, czyżby zaczynało coś iskrzyć?

    Tak, dokładnie Nikander! Długa droga - podczas, której pracownicy budujący dom potrzebują żywności, noclegu, prądu, ubrań, paliwa, urządzeń, maszyn, normalnego życia po pracy (kino, piwko, rodzinę zabrać do zoo) - i uwaga, uwaga: ŻADNEJ Z TYCH RZECZY nie stworzy się na drukarce banknotów !!!

    One muszą fizycznie ISTNIEĆ zanim powstanie dom - czyli pochodzić z tego, co zostało wypracowane i ZAOSZCZĘDZONE (czyli nie skonsumowane, nie zużyte jeszcze)
    Fizyki nie oszukasz - praw natury nie oszukasz.

    Banknotów możesz drukować do woli - ale to niczego nie zmienia (poza tym oczywiście, że następuje odebranie tych rzeczy jednym - a przekazanie innym - za pomocą sztuczki z drukarką, czyli za pomocą podatku emisyjnego)


    patrz podstawy, które wyżej wymieniałem:
    - bogactwo (towary, dobra, usługi) powstaje tylko z pracy - inaczej nie da się go stworzyć inaczej
    - OSZCZĘDNOŚCI to podstawa. Jakakolwiek inwestycja (...) jest fizycznie możliwa tylko dzięki temu, że istnieje nieskonsumowane jeszcze bogactwo (dobra, towary, usługi), które ktoś wypracował.
    - każda emisja pieniądza jest de facto podatkiem, który musi zapłacić całe społeczeństwo (bez względu na to czy zdaje sobie z tego sprawę czy nie)

    Pozdrawiam, może jeszcze jest nadzieja na opamiętanie :)
  • @Freedom 19:40:05
    No chyba nie zrozumiałeś cienkiej aluzji, albo ją niezbyt sugestywnie przekazałem. Do to projekt. Zróbcie projekt aby jego zalety ujawniły się już na desce kreślarskiej.
  • @programista 17:58:36
    Soory za błąd w linku. Powinno być: http://www.nbp.pl/publikacje/operacje_or/2011/raport2011.pdf
  • @Freedom 18:48:02
    >każda emisja pieniądza jest de facto podatkiem, który musi zapłacić
    >całe społeczeństwo (bez względu na to czy zdaje sobie z tego sprawę
    >czy nie)

    Nie mogę się z Tobą zgodzić. Pieniądz jest JEDYNIE środkiem płatniczym, a nie żadnym bogactwem. Służy do przeprowadzania transakcji gospodarczych, a to właśnie one budują bogactwo. Pieniądz jest czymś w rodzaju katalizatora przy reakcji chemicznej. Nie buduje bogactwa, ale jest niezbędny, aby ono mogło powstać.
    Dlatego jak najbardziej zgadam się z autorem, że jeśli rośnie ilość bogactwa, które mogłoby podlegać dalszym transakcjom gospodarczym w celu budowania kolejnych bogactw to niezbędna jest dodatkowa emisja biletów płatniczych. W przeciwnym razie te dodatkowe transakcje nie będą mogły zostać wykonane i zajdzie zjawisko deflacji wywołane nadprodukcją
  • @programista 17:34:12
    >Tymczasem obecnie bardzo wiele transakcji odbywa się w sposób
    > bezgotówkowy, czyli na podstawie waluty emitowanej przez banki
    >komercyjne - zapisów na kontach księgowych w systemach tych
    >banków. Takie transakcje nie wymagają żadnej dodatkowej
    > emisji pieniędzy przez bank centralny.

    Dlatego właśnie, że tak jest to dług rośnie do nieba. Co gorsza jest to dług niespłacalny choćbyśmy pozbyli się ostatnich gaci.
    Kreację pieniądza bezgotówkowego dobrze przedstawia filmik
    http://www.nbportal.pl/prezentacje/mechanizm-kreacji-pieniadza/kreacja.html
    I teraz zastanówmy się. Do systemu bankowego trafił 1000 zł wyemitowany przez NBP. Banki komercyjne wykreowały z niego 28 000 zł pieniądza bezgotówkowego i wpuściły w obieg gospodarczy. W sposób oczywisty taka ilość pieniądza musi nakręcić inflację. Ale to jeszcze nic. Załóżmy, że udzielone ludności kredyty są oprocentowane w skali roku na 10 %. Oznacza to, że po roku ci ludzie są winni bankom 28 000 wykreowanego kapitału plus 2 800 zł odsetek. Przypominam, że początkiem tej kreacji było jedynie 1000 zł. Oznacza to, że pozostałe 1800 zł (2800-1000) banki wyssają z realnej gospodarki w jeden tylko rok.
  • @melody 20:53:28
    Strasznie Ci się wszystko pomieszało - więc już nie wiem z czym się nie zgadzasz :)

    > Pieniądz jest JEDYNIE środkiem płatniczym, a nie żadnym
    > bogactwem.

    Święte słowa! Podkreślam to na każdym kroku.

    Z tego faktu WYNIKA, w sposób oczywisty, że emisja pieniądza nie tworzy bogactwa - tyko zmienia jego podział. Ten kto emituje pieniądz bogaci się - ale oczywiście kosztem wszystkich innych użytkowników pieniądza - bo przecież dodruk pieniędzy żadnego bogactwa nie stworzył - tylko zmienił podział istniejącego bogactwa.
    Dlatego nazwa "podatek emisyjny" jest jak najbardziej adekwatna.

    Można nie rozumieć tego jak to się dzieje, jak ten transfer bogactwa następuje - ale to, że "jakoś" następuje jest oczywiste - bo nie ma fizycznie innej możliwości.

    > Służy do przeprowadzania transakcji gospodarczych, a to właśnie
    > one budują bogactwo.

    Bogactwo powstaje z pracy. Tylko i wyłącznie.
    Transakcje nie budują bogactwa - tylko służą wymianie bogactwa między ludźmi.
    I pieniądz jest genialnym wynalazkiem - bo ułatwia w sposób niewyobrażalny przeprowadzanie transakcji czyli wymianę bogactwa (dóbr, towarów, usług) między ludźmi - oraz umożliwia gromadzenie wypracowanego bogactwa na później (czyli oszczędzanie)

    > jest niezbędny

    Zgadza się. Pieniądz jest niezbędny. I on już jest wynaleziony i wszechobecny. Działa bez zarzutu.
    Niestety są ludzie - którzy rozumieją te podstawy, o których pisałem - i cieszą się, że większość ludzi ich nie rozumie - wykorzystując je do bogacenia się w sposób niewyobrażalny naszym kosztem.

    A to czy zarabiamy miliony - a chleb kosztuje 20 000zł (jak przed denominacją w '95) - czy zarabiamy tysiące a chleb kosztuje 2 zł - jest zupełnie obojętne - jeśli w obu przypadkach stać nas dokładnie na to samo za naszą pensję.

    > W przeciwnym razie te dodatkowe transakcje nie będą mogły
    > zostać wykonane i zajdzie zjawisko deflacji wywołane nadprodukcją

    Ręce opadają....
    Tak, w przeciwnym razie (bez dodruku pieniędzy) - dojdzie do deflacji czyli WZROSTU WARTOŚCI PIENIĄDZA - i nie będzie to wynik nadprodukcji - tylko WZROSTU GOSPODARCZEGO - czyli coraz efektywniejszej pracy (i produkcji)

    Wiesz czym to "grozi"?
    Tym, że wszyscy odczujemy wzrost gospodarczy na własnej skórze, stając się bogatsi, bo za te same pieniądze, które zarabiamy, będziemy mogli sobie kupić coraz więcej dóbr - właśnie dlatego, że coraz więcej dóbr coraz sprawniej jest produkowanych.

    W przeciwieństwie do braku deflacji (nie wspominając o inflacji) - kiedy postęp postępem, wzrost wzrostem - ale jakoś nikt go nie odczuwa - bo całe życie ciągle trzeba harować tyle samo, żeby zarobić na chleb.

    Wiesz dlaczego? - bo tacy cwaniacy od finansów już od dawna robią to co proponuje Nikander - zwiększają ilość pieniądza - "dla naszego dobra oczywiście" - i w ten sposób właśnie ZGARNIAJĄ CAŁY wypracowany WZROST GOSPODARCZY do własnych kieszeni - a głupcy się cieszą, że jest inflacja - bo gdyby ich pieniądze zyskiwały na wartości to "wszyscy wiedzą, że to źle"...
    ...co tam, że wszystko byłoby tańsze - co tam, że byłoby ich stać na więcej - deflacja jest beee i już...
  • @melody 21:08:27
    Ja uważam, że to pożyczkobiorcy wpuścili w obieg gospodarczy taką kwotę a nie banki. Bank nikogo nie przymusza do brania kredytu. Oprocentowanie kredytu w banku jest jawne w momencie jego zaciągania.
    Gdyby ludzie zamiast brać kredyty spróbowali coś wytworzyć i sprzedać (np. własną pracę) to nie popadaliby w długi.
  • @Freedom 21:40:40
    W jaki sposób dodruk pieniądza zmienia podział istniejącego bogactwa, jeżeli pieniądz nie jest bogactwem?
    Przecież dodruk pieniądza nikomu bogactwa nie zabiera ani nie daje, jedynie powoduje zmniejszenie "siły nabywczej" pieniądza. Czyli tracą wszyscy ci, którzy posiadali pieniądze. Ale pieniądze nie są bogactwem więc nie stacili żadnego bogactwa.
    To wg mnie jest sprzeczność logiczna.
  • @Freedom 21:40:40
    Oczywiście, że deflacja jest be... Wygląda to pozornie fajnie, że ceny spadają, więc stać nas na więcej, czyli niby się bogacimy. Teoretycznie, ale... spadanie cen powoduje zmniejszenie konsumpcji, bo skoro za rok coś będzie tańsze to poczekam z zakupem. Zmniejszenie konsumpcji powoduje jeszcze większe zaleganie towarów oraz bankructwo części firm produkujących te towary i wzrost bezrobocia . Zakupić więcej mogą tylko ci, którzy mają akurat zakumulowane bilety płatnicze, ale wielu ludzi straci pracę i źródło utrzymania. Dodatkowo ci, którzy zamiast biletów płatniczych akumulowali bogactwo zwyczajnie stracą - np ktoś miał mieszkanie , a które zapłacił 500 tys, a w wyniku deflacji może odzyskać powiedzmy 300 tys . Deflacja i rozwój gospodarczy to dwa sprzeczne stany.
    Emisja pieniędzy jest jak lekarstwo - w odpowiedniej dawce leczy, w złej szkodzi
  • @programista 22:04:05
    > W jaki sposób dodruk pieniądza zmienia podział istniejącego
    > bogactwa, jeżeli pieniądz nie jest bogactwem?
    > Przecież dodruk pieniądza nikomu bogactwa nie zabiera ani nie daje,
    > jedynie powoduje zmniejszenie "siły nabywczej" pieniądza.

    :) I właśnie w taki sposób dodruk zmienia podział istniejącego bogactwa - zmniejszając siłę nabywczą pieniądza.

    Daje siłę nabywczą temu, kto wydrukował (dla kogo wydrukowano) - a zabiera wszystkim innym siłę nabywczą ich pieniędzy - czyli zabiera część bogactwa, które za te pieniądze mogą kupić.

    Dokładnie tak właśnie działa zwiększenie ilości pieniądza - czyli podatek emisyjny.

    PS. Uwaga dla NAF-ologów, i NAF-fanów:
    "dodruk zmienia podział istniejącego bogactwa - zmniejszając siłę nabywczą pieniądza - LUB HAMUJĄC wzrost siły nabywczej pieniądza" - w przypadku gdyby kwotę emisji wyliczał precyzyjnie Nikander ze swojego wypasionego wzoru odnosząc ją do wzrostu gospodarczego ;)
  • @Freedom 22:19:13
    Pieniądz posiada "siłę nabywczą", czy to nie oznacza że można go traktować jako bogactwo?
    Skoro pieniądze można wymienić na bogactwo to czy nie jest to swoisty równoważnik bogactwa?
  • @melody 22:14:00
    > czyli niby się bogacimy. Teoretycznie

    :) Nie, właśnie bogacimy się PRAKTYCZNIE - bo teoretycznie to zarabiamy tyle samo.

    > spadanie cen powoduje zmniejszenie konsumpcji, bo skoro za rok
    > coś będzie tańsze to poczekam z zakupem

    :) Po pierwsze - spróbuj wstrzymać się rok z kupnem chleba, paliwa, prądu, czy loda w upalny dzień - jeśli Ci się uda - to odszczekam to co teraz napiszę: kto ludziom taki głupot do głów nawkładał?!
    Jak można tak bezmyślnie takie bzdury powtarzać?

    Po drugie - zmniejszenie konsumpcji to OSZCZĘDZANIE - patrz podstawy, które wymieniłem wyżej i przykład z domem dla Nikandera - OSZCZĘDNOŚCI TO PODSTAWA !!! Bez oszczędzania - czyli powstrzymywania się od konsumpcji nie dałoby się nic zrobić!

    Po trzecie wreszcie - my konsumujemy ZA DUŻO - i to jest nasz problem - a nie za mało. Konsumujemy nawet to, na co jeszcze nie zarobiliśmy - stąd cały kraj i społeczeństwo się ZADŁUŻAJĄ - i to jest faktyczna i PRAKTYCZNA niewola ekonomiczna!
    Nie ma czegoś takiego jak "zbyt mała konsumpcja" - im mniejsza konsumpcja - tym wolniej zużywamy wszystkie zasoby - i to jest DOBRE do ciężkiej cholery, bo każdy zasób jest ograniczony!!!


    > Deflacja i rozwój gospodarczy to dwa sprzeczne stany.
    > Emisja pieniędzy jest jak lekarstwo - w odpowiedniej dawce leczy,
    > w złej szkodzi

    (...zaczynam rozumieć Ultima Thule, że mu ciśnienie skacze jak czyta niektóre komentarze...)

    Drogi Melody - tego nawet się nie da skomentować - to jest esencja tego, co z ludźmi robi wszechobecna propaganda - stan kompletnej bezbronności, nawet odruchy obronne już nie działają.

    Otóż deflacja jest naturalnym SKUTKIEM wzrostu gospodarczego. Bez wzrostu gospodarczego nie ma deflacji - a przy zwijaniu się gospodarki następuje nawet inflacja i hiperinflacja - bo zaczyna brakować dóbr. Następuje prawdziwa bieda.

    Deflacja to wynik tego, że rośnie ilość dostępnych dóbr względem ilości pieniądza - i dlatego siła nabywcza pieniądza rośnie.
    Rośnie ilość dóbr na skutek większej efektywności pracy - czyli wzrostu gospodarczego właśnie.

    To wzrost gospodarczy powoduje deflację. I w ten sposób całe społeczeństwo - w normalnym świecie - ma udział i cieszy się tym wzrostem!

    A emisja pieniędzy jest prędzej jak... złodziej - mały wyniesie mało z naszego domu, duży wyniesie dużo więcej...
  • @programista 22:26:12
    Proszę Pana, może Pan sobie traktować pieniądz jak Pan chce - ale to nie zmienia faktu, że od drukowania pieniędzy chleba nie przybywa - tylko coraz więcej pieniędzy trzeba za chleb zapłacić.

    Ale jak Pan chce, może Pan traktować pieniądz nawet jak "swoisty równoważnik" chleba - i zacząć jeść banknoty - wtedy rzeczywiście będzie Pan mógł powiedzieć, że drukuje sobie bogactwo...
  • >>>>>NIKANDER - pytanie
    Pożyczkobiorca nie jest obowiązany ponosić kosztów inflacji.
    ---------------------------------------------------------------

    A KTO MA TEN OBOWIĄZEK I Z JAKIEJ RACJI?!?!?!?

    KTO, KOMU, CZYIM KOSZTEM I MOCĄ JAKIEGO DEKRETU -
    - MA ZAGWARANTOWAĆ (KOMU????) ZEROWĄ INFLACJĘ???

    Jak Pan odpowie - przeczytam resztę artykułu.
    (z całym szacunkiem...-:))) )
  • @Freedom 22:58:20
    Proszę nie używać słowa "bogactwo", a zamiast niego - "produkt wprowadzony na rynek.
    Produkt wprowadzony na rynek, to cokolwiek - za co ktoś dobrowolnie zapłacił legalnym pieniadzem.
  • re
    1. Wartość PKB ma się nijak do poziomu pieniądza w gospodarce. Mając 100 dolarów można w ciągu roku wymienić 100 krów na 200 baranów albo 1000 krów na 2000 baranów - wszystko zależy od częstotliwości transakcji

    2. Wzrost PKB może wynikać ze wzrostu inwestycji zagranicznych a więc pieniądz wpływa do kraju i jest w obiegu

    3. Problemem jest ciągła inflacja napędzana przez wzrost cen energii.

    4. Zakazać Państwu pożyczania - i problem rozwiązany ;)
  • @BTadeusz 23:07:15
    Trudno mi kogokolwiek zachęcać do czytania moich tekstów. Są nudne. Są tam jakieś wzory i odwołania do oficjalnych dokumentów. Trudno o lewitację.
    Ale w rzeczonej kwestii: pożyczkobiorca płacąc odsetki na poziomie poczwórnej stopy lombardowej osładza trochę życie depozytariuszom "konserwując" wartość nabywczą pieniądza depozytariuszom. Jest to ochłap dla plebsu ze stołu banksterów. Kto płaci? - pożyczkobiorca. Mam nadzieję, że wyrażam się jasno.
  • @Acontrario 23:30:14
    Coś się Acan tak państwa czepił. Proszę zafundować przeżycie bez pożyczek przedsiębiorcom i gospodarstwom domowym. Jak się popatrzy na poziom tego zadłużenia to przechodzi miłość do pomysłów nadwornego idioty gospodarki wolnorynkowej. Nie będę przypominał kogo mam na myśli.
  • @Marek.Lipski 22:56:30
    Zgadzam się. Pieniądze powinny pracować a nie pleśnieć w bankach.
  • @melody 22:14:00
    Na wolnorynkowców nie działają żadne racjonalne argumenty. Trzeba wiele zdrowia aby wchodzić z nimi w dyskusję.
  • co do tego " PKB - w magazynach"
    czy w przypadku handlu wymiennego nie występuje wzrost PKB ?
  • @Freedom 22:46:33
    >:) Po pierwsze - spróbuj wstrzymać się rok z kupnem chleba, paliwa,
    > prądu, czy loda w upalny dzień - jeśli Ci się uda - to odszczekam
    >to co teraz napiszę: kto ludziom taki głupot do głów nawkładał?!
    >Jak można tak bezmyślnie takie bzdury powtarzać?

    To wcale nie są głupoty. Wymieniłeś artykuły z grupy tzw niezbędnych do życia. Oczywiście każdy jest zmuszony do konsumpcji tychże. Ale czy możesz mi zdradzić jaki mechanizm mógłby wywołać deflację ich cen skoro i tak je musisz kupić? Po każdej cenie?

    >OSZCZĘDNOŚCI TO PODSTAWA !!! Bez oszczędzania - czyli >powstrzymywania się od konsumpcji nie dałoby się nic zrobić!

    A wyobraź sobie teraz, że nagle od jutra wszyscy zaczynamy ostro oszczędzać. I nikt nie kupuje nowego telewizora, pralki, samochodu, mieszkania, roweru, grila, czy co tam jeszcze. W końcu można się bez tego obyć, a a rok będzie taniej. Wszystkie posiadane pieniądze trzymamy w skarpecie. Jak myślisz co się stanie za trzy miesiące z pracownikami zakładów wytwarzających te artykuły?

    >Otóż deflacja jest naturalnym SKUTKIEM wzrostu gospodarczego.
    > Bez wzrostu gospodarczego nie ma deflacji - a przy zwijaniu się >gospodarki następuje nawet inflacja i hiperinflacja - bo zaczyna >brakować dóbr. Następuje prawdziwa bieda.

    Nie zgadzam się z tobą, bo IMHO deflacja jest skutkiem niedoboru pieniądza na rynku. Poniekąd wzrost gospodarczy bez dodatkowej emisji powoduje deflację (tu zgoda), która jest wyjątkowo niekorzystnym zjawiskiem dla gospodarki z przyczyn jak wyżej. Inflacja jest następstwem nadmiaru pustego pieniądza na rynku. Najkorzystniejsza jest równowaga pieniądza i ilości towarów. A tę może zapewnić tylko dodatkowa emisja o jakiej pisze autor.

    >To wzrost gospodarczy powoduje deflację. I w ten sposób całe >społeczeństwo - w normalnym świecie - ma udział i cieszy się tym >wzrostem!

    A możesz wymienić jedno takie społeczeństwo - gdzie istnieje wzrost gospodarczy i deflacja
  • @nikander 23:32:05
    Nie wiem, czy są nudne. jakie to miałoby mieć znaczenie - gdyby służyły sprawiedliwości?
    Napisałem o konkretnym tekscie, który, jak rozumiem, - jest rozwinięty przy tym wytłuszczonym założeniu.
    To chyba naturalne, że nie akceptując takiej tezy - nie chcę zapoznawać się z wnioskami.
    Oczywiści wiem, ze mój brak akceptacji to dla idei, którą Pan tu reprezentuje - to mniej, niż brzęczenie muchy. I nie zamierzam tego zmieniać, bo po co?

    Ale na pytanie Pan nie odpowiedział...w stopniu najmniejszym.
    (kto - komu ma gwarantować niską (zerową) - inflację?)

    Pozostając w należnym szacunku
    Pozdrawiam
  • @programista 21:56:04
    Niby racja.Bank nie przymusza, ale państwo przymusza nie wywiązując się ze swojego obowiązku emisji odpowiedniej ilości środków płatniczych.
    99.9% kredyciarzy nie wie jakie są następstwa ich kredytów dla nas wszystkich, a banki zachęcają. Więc mamy co mamy - dług rosnący wykładniczo, i wysysanie środków z gospodarki.
  • @nikander 23:32:05
    Ale trochę Panu wyjaśnię, skoro pytanie wydaje się Panu za trudne.

    Tym co mają kasę (oszczędności) - zerową inflację mogą zagwarantować ludzie żyjący z pracy (mający marginalne oszczędności)- w bardzo prosty sposób -
    WIĘCEJ I CIĘŻEJ I TANIEJ - PRACUJĄC.

    I NIE MA INNEJ DROGI.

    I gdyby to wytłuszczone - dopisał do swego pierwszego zdania artykułu, to chyba by artykułowi nie zaszkodziło?
    Czy się mylę?
    Pozdarawiam
  • jak zwykle demonizacja deflacji
    polegająca na kosmicznym rozumowaniu - wstrzymujemy się z zakupem do nieskończoności, bo ceny spadają do zera.
    Przecież zakupujemy z zasady potrzebne dobra, owszem możemy to opóźnić , ale tak jak nie czekamy w zimie na pomidory po 2 zł tak inne dobra ( jeśli są potrzebne ) kupujemy w zaplanowanym czasie. W AGD i IT ciągle ceny spadają ( patrząc na możliwości sprzętu ) a jakoś się sprzedaje.
  • @melody 00:13:22
    Racja.
    Póki władza nie zobliguje wszystkich obiecujących cokolwiek na przyszłość rozpoczynanie każdej umowy zawierającej gwarancje na przyszłość od słów WIELKIMI CZCIONKAMI:

    "NIKT NIE GWARANTUJE NA STO PROCENT GWARANCJI ZAWARTYCH PONIŻEJ"

    To - nic się w Polsce nie poprawi...

    To byłaby preambuła edukacji ekonomicznej Polaków - której inni Polacy - NIE CHCĄ - BO NA TYCH NIEŚWIADOMYCH - ZARABIAJĄ.

    I datego MĄCĄ tak - że żaden normalny obywatel - nic z tych teorii nie zrozumie. Bo NIE MA zrozumieć.
    Bo - lody by się skończyły.
  • @BTadeusz 00:34:49 Szkoda, że tak niewielu dostrzega Pańską konkretność
    Serdeczne pozdrowienia.
  • INFLACJA I DEFLACJA
    Inflacja i deflacja to zjawiska monetarne, które mają swoją przyczynę w zmianach ilości pieniędzy w gospodarce. Inflacja pojawia się na skutek nadmiernego wzrostu ilości pieniądza; (nadmiernego w stosunku do wzrostu ilości dóbr konsumpcyjnych) lub wzrostu ilości pieniądza bez wzrostu produkcji, a nawet przy jej spadku. Deflacja zaś to zmniejszanie ilości pieniądza na rynku, np. poprzez wstrzymanie emisji, przerwanie akcji kredytowej i ściąganie pieniądza z rynku za pomocą spłaty rat kredytowych, ewentualnie ograniczenie konsumpcji w „niepewnych” czasach. Inflacja i deflacja nie zależy od ilości pieniądza w całym społeczeństwie (w gospodarce i wśród ludzi), ale od jego ilości używanej na rynku. Np., zjawisko deflacji może występować pomimo istnienia olbrzymiego potencjału finansowego w społeczeństwie, o ile jest on nie uruchomiony gospodarczo.

    Inflacja i deflacja wyraża się zazwyczaj w cenach. Inflacja – wzrost cen, deflacja – spadek. Zmiany cen są skutkiem zmian ilości pieniądza. Definicje inflacji i deflacji, które posługują się skutkiem, a nie monetarną przyczyną są mało precyzyjne i zaciemniają obraz gospodarczo-finansowych zależności.

    Wzrost cen spowodowany klęską nieurodzaju nie jest inflacją tylko gospodarczą stratą. Zmiana ceny może być dotkliwa ale jest to efekt niezależny od prowadzonej polityki finansowej. Podobnie jest z rozwojem gospodarczym: wzrost ilości produkowanych towarów może prowadzić do spadku cen i jest to zjawisko korzystne, przedsiębiorcy osiągają dochody ze zwiększonej produkcji i zwiększonej sprzedaży i mogą dalej prowadzić działalność gospodarczą, zaspokajać potrzeby społeczeństwa. Nie jest to jednak zjawisko deflacji. Deflacja to spadek cen związany z brakiem pieniędzy na rynku. Towary tanieją z powodu niedoboru siły nabywczej, Pomimo, obniżek cen producent nie może sprzedać towarów, które ludzie chcieliby kupić, ale nie mają na to pieniędzy, bo akcja emisyjna nie jest prowadzona, kredyty zostały wstrzymane lub zaniepokojeni ludzie nie zamawiają usług i oszczędzają pieniądze na „czarną godzinę”. Deflacja skutkuje zatem bankructwem wielu prężnych firm, bezrobociem, hiperzadłużeniem, stresem, biedą i rozbojem. Nieszczęście deflacji - w czasach finansowej obfitości dla nielicznych – to bezdomność, niedożywienie, skrajne ubóstwo, życie poniżej minimum egzystencji, dla coraz wiekszej liczby ludzi. To nam i światu obecnie grozi. To stan bardziej patologiczny od hiperinflacji, która niszczy gospodarkę w inny sposób. W deflacji pieniądz jest nieobecny, w hiperinflacji traci wszelką swoją wartość (jest tak jakby go nie było – dlatego oba zjawiska: skrajnej deflacji i hiperinflacja są podobnie niekorzystne dla ludzi i ich gospodarki – i oba są używane do cywilizacyjnej walki z określonym Narodem.)

    Lekarstwem na szaleństwa ludzi dokonujących inflacji i deflacji (zazwyczaj naprzemiennie) jest prowadzenie zrównoważonej emisji pieniędzy proporcjonalnie do wzrostu gospodarczego: pieniądz oparty na parytecie gospodarczym, o którym pisał Nikander. Taka emisja jest pieniądza jest prawem naturalnym w gospodarce towarowo-pieniężnej. Sztuka zarządzania gospodarką sprowadza się do umiejętności prowadzenia emisji pieniądza. Właściwie prowadzona emisja pieniądza jest warunkiem istnienia wolnego runku. Bez niej rynek zamienia się w tyranię monopoli i korporacji. Obecna gospodarcza przemoc wynika z przemocy finansowej kilkunastu bankierskich rodzin (osób prywatnych). Widzimy więc, że to nie prywatyzacja jest gwarantem wolności, ale raczej nacjonalizacja bankowości i rzeczywista (a nie jedynie deklarowana) narodowa własność banku centralnego (to dotyczy np. NBP).

    Czy emisja może być podatkiem i kiedy?

    Emisja, która wynika z realizacji parytetu gospodarczego nie jest podatkiem. Jest to zjawisko naturalne związane z rozwojem społeczeństwa, wzrostem jego gospodarki, populacji, technologii i poziomu życia. Emisja wynika ze wzrostu gospodarczego i prowadzi do dystrybucji wytworzonego majątku, jest to monetyzacja dóbr, monetyzacja wartości dodanej, czyli wysiłku całego społeczeństwa i może zostać rozdysponowana w sposób właściwy dla potrzeb społecznych. Najprostsze rozwiązanie to wliczenie kwoty pieniężnej z monetyzacji do budżetu. Bez wliczenia tej pozycji do budżetu mamy budżet obciążony poważnym błędem, zazwyczaj nadmiernym deficytem budżetowym. Jest to wynik cynicznej teorii ekonomicznej, której tradycje sięgają 200 lat wstecz: czasów Ricardo i jego skrajnie uproszczonej interpretacji rozważań Locke’a. Uzasadnieniem dla tej „teorii” był pieniądz kruszcowy i samowola prywatnych bankierów kreujących papierowe zaświadczenia - rzekome długi (kredyty).

    Emisja nadmierna, która nie wynika ze wzrostu gospodarczego lub do niego nie prowadzi (inwestycje), może być traktowana jak podatek inflacyjny (jest w istocie impulsem inflacyjnym). Tak np. „radziła” sobie z niezadowoleniem społecznym socjalistyczna nomenklatura partyjna w PRL-u, bowiem wcześniej wyeliminowała ludzi inteligentnych i zdolnych a musieli „nowi panowie” jakoś sobie radzić ze społeczeństwem więc drukowali coraz więcej banknotów i wywoływali inflację.
    Podatkiem takim może być emisja prowadzona bez wzrostu produkcji, ale mająca na celu zaradzenie biedzie i nadmiernym dysproporcjom majątkowym. Jej efektem jest wówczas nie dystrybucja nowopowstałych dóbr, ale redystrybucja dóbr istniejących, co ma także ważne ekonomicznie znaczenie i może prowadzić do wzrostu sił wytwórczych społeczeństwa np. NIT (Negative Income Tax), dożywienie ludzi biednych, wzrost populacji poprzez zasiłki pielęgnacyjne na dzieci, lepsza edukacja i skuteczna przedsiębiorczość.

    W żadnym razie jednak nie można zjawiska emisji utożsamiać ani z PRL-owską patologią, ani z redystrybucją opartą na zasadzie troski i miłosierdzia. Emisja pieniądza to przede wszystkim podstawowy i proporcjonalny do obrotu mechanizm odzwierciedlenia ilości dóbr przez ilość pieniędzy (środków wymiany). Emisja pieniądza oparta na parytecie gospodarczym to sposób uzdrowienia gospodarki. Jej wprowadzenie zależy od świadomości społecznej i dobrej woli ludzi. Trzeba unikać ideologii, jaką serwują ludzie nie mający pojęcia o naturze i celach emisji pieniędzy, którzy traktują emisję jak zło, albo wyłącznie jako podatek. Ludzie, którzy to robią mają klapki na oczach i na tym polega cała ich oryginalność.
  • @BTadeusz 00:14:31
    Panie Tadeuszu, dlaczego ludzie pracy mają pracować taniej, by jeszcze większe zyski miał pracodawca? Co za różnica dla inflacji kto przeje PKB pracownicy czy pracodawcy?
  • @Jacek Rossakiewicz 01:59:00
    "Nieszczęście deflacji - w czasach finansowej obfitości dla nielicznych – to bezdomność, niedożywienie, skrajne ubóstwo, życie poniżej minimum egzystencji, dla coraz większej liczby ludzi. To nam i światu obecnie grozi. To stan bardziej patologiczny od hiperinflacji, która niszczy gospodarkę w inny sposób"

    ............................

    cały ten wywód - z naciskiem na nieszczęście deflacji - pachnie rozdawnictwem pieniędzy do uboższych czyli wzrostem redystrybucji.
    Socjalizm już przerabialiśmy i WIEMY że nie działa, ale co tu pisać komuś kto chce "nacjonalizacji bankowości" .
    Ubodzy mają zawsze źle - przy inflacji również.
  • Krótko.
    1. "musza być parabanki"
    Nie muszą, ale mogą, a poza tym KAŻDY powinien mieć prawo pożyczać KOMUKOLWIEK pieniądze i przyjmować od KOGOKOLWIEK pieniądze w celu ich MNOŻENIA, w co zawsze musi być wkalkulowana STRATA procentu(zysku) i kapitału.
    I tylko tyle.
    Obecnie działalność taką mogą prowadzić jedynie banki będące w systemie - inaczej monopolista. Jeśli Kowalski chciałby pożyczyć pieniądze Malinowskiemu to musi zapłacić od pożyczki OPŁATĘ SKARBOWĄ pożerającą zysk z operacji tymi pieniędzmi.

    2. "Początkowo konsumenci cieszyliby się ze spadku cen (deflacja) jednak ta, szybko pozbawiłaby pracodawców możliwości dalszego finansowania produkcji."
    Więc najlepiej okraść "nie przedsiębiorców" i tych przedsiębiorców, którzy nie boją się deflacji.
    Inaczej, za zażegnanie kryzysu mają zapłacić biedni ludzie, zwłaszcza ci, którzy w pocie czoła odkładali pieniądze, ale nie ci co wszystko przepuścili np. na wystawny tryb życia.
    Deflacja powoduje oszczędność i akumulację kapitału przez rezygnację z zakupu taniejących dóbr.
    Sama w sobie jest ani dobra, ani zła.
    Poza tym deflacja jest procesem naturalnym, to jest wszelkie dobra powinny tanieć, a na jej temat panuje straszna dezinformacja.

    3. Emisja pieniądza bez pokrycia jest pospolitym przestępstwem. Po prostu oszustwem i niczym innym.
    Każde rozwiązanie oparte "druku" pieniądza z niczego w dłuższej perspektywie doprowadzi do okradania ludzi.

    4. Każda inflacja jest złodziejstwem i kradzieżą. Jako taka nie może być z rozmysłem projektowana tak jak skok na bank lub morderstwo.

    5. Lichwa musi być zakazana. Pożyczanie pieniędzy na procent osobom fizycznym jest przestępstwem porównywalnym do kradzieży i morderstwa.

    6. Uważam, że są tylko dwa w miarę uczciwe systemy emisji pieniądza.
    Nazwę je roboczo kapitalistyczną i socjalistyczną, a teoretycznie możliwe jest pomieszanie tych systemów.

    6a. Emisja kapitalistyczna pieniądza zakłada emisję wyłącznie na podstawie pokrycia pieniądza w dobrach, podobnie jak to w przeszłości miało miejsce ze srebrem i złotem.
    Pieniądz może mieć pokrycie w metalach szlachetnych, metalach zwykłych, drewnie, węglu, wodzie, ziemniakach, miodzie lub butach.
    Każdy kto ma pokrycie, może wyemitować pieniądz, może to kontrolować państwo. I tak np. na pieniądzu będzie napisane, że można go wymienić w ciągu roku na tonę węgla składowaną w określonym miejscu lub pieniądze z pokryciem uzyskane ze sprzedaży tego węgla (butów, ogórków, itp.).
    Wadą jest oczywiście koszt emisji i potencjalne fałszerstwa.

    6b. Emisja socjalistyczna zakłada wprowadzenie pieniądza bez pokrycia co prawda(nie zupełnie), ale sprawiedliwie, przez danie go do rąk KAŻDEMU mieszkańcowi kraju.
    Np. zakładamy, że człowiek aby przeżyć musi wydać dziennie 5 zł, i taką kwotę statystycznie wypracuje, no zginie - oczywiście ŻADNYCH państwowych zasiłków i usług komercyjnych np. dla bezrobotnych.
    Wówczas rocznie każdy Polak dostaje do łapki 1825 zł świeżutkiego pieniądza, a 5 osobowa rodzina 9125zł.
    Wadą jest wypłacanie pieniędzy ludziom, którzy jednak niczego nie wypracują, a zaletą niski koszt emisji i uzależnienie jej od dzietności.
    Przyjmując powyższy sposób określania emisji jej wielkość powinna wynosić ok. 70 miliardów zł.

    7. Odsetki od depozytów i kredytów.
    Lichwa nie ma prawa istnieć w zdrowym społeczeństwie, zatem nie może być lokat ani pożyczek na procent.
    Zatem w grę wchodzi jedynie bankowość i pożyczki udziałowe.
    Jeśli pożyczam Kowalskiemu 10tys. złotych na samochód do prowadzenia działalności firmy, to mogę mieć tylko udział w jego zysku z samochodu, chyba, że zechce mi oddać kapitał.
    Jeśli pożyczam Kowalskiemu 10tys. złotych na wakacje, to nie dostaje z tego NIC.
    Podobnie banki.
    Jedyna rekompensatą za pożyczenie pieniędzy na konsumpcję może być umowa-zapewnienie, że Kowalski w przyszłości też mi pożyczy bez procentu z ewentualnym sprecyzowaniem co to znaczy "w przyszłości".
  • @nikander 23:43:37
    Człowieku opanuj się, właśnie nazwałeś Adama Smitha idiotą.
    Proponuję zajżeć do koncepcji leseferyzmu, braku interwencjonalizmu państwowego i jako przykład podam gospodarkę USA roku 1903, gdzie nie istniał żaden bank centralny, nikt nie sterował "emisją pieniądza" i jakoś Ameryka rozwijała się. Ciekawe dzięki czemu?
    Podatki płacone wówczas wynosiły, aż 3%.

    Razdzę poważnie potraktować rozważania Freedom'a.

    Panie Nikander, Panu jest obca znajomość kapitalizmu, ale z tego co przeczytałem socjalistyczną gospodarkę ma Pan opanowaną w 100%.
    Radzę zmienić lektury z Marksa na Miltona Friedman'a, wyjdzie to Panu tylko na zdrowie.
    Po co komu Bank Centralny i dlaczego twierdzi Pan, że zasady funkcjonowania Banków Komercyjnych i Piekarni mają różnić się?

    Ludzie kompletnie nie wiecie co i w jakim celu stworzyli Fenicjanie. Jak opanujecie podstawy matematyki, czyli zasady logiki, to wszystko stanie się jasne.
  • @Jacek Rossakiewicz 01:59:00 i WSZYSCY zwolennicy NAF !
    :)

    Moi drodzy, macie już wszystko jak na tacy - cały mój blog poświęcony jest podstawowym zjawiskom w gospodarce - ale skoro moje słowa z jakiś powodów do Was nie docierają - to niech dotrą do Was słowa Pana Rossakiewicza, które cytuję poniżej: bo to jest sedno tego co próbuje Wam wytłumaczyć.

    Oto słowa prawdziwej mądrości:

    > Podobnie jest z rozwojem gospodarczym: wzrost ilości
    > produkowanych towarów może prowadzić do spadku cen i jest to
    > zjawisko korzystne, przedsiębiorcy osiągają dochody ze zwiększonej
    > produkcji i zwiększonej sprzedaży i mogą dalej prowadzić
    > działalność gospodarczą, zaspokajać potrzeby społeczeństwa.

    I jest to absolutna prawda :)
    Tak właśnie całe społeczeństwo ma udział we wzroście gospodarczym w normalnych warunkach - odczuwa to poprzez malejące ceny - i jest to zjawisko zupełnie naturalne nie wymagające żadnego urzędnika.

    Dziwię się tylko, że większość zwolenników NAFu, łącznie z Autorem mnie potępia - za głoszenie tej prostej prawdy - :)

    ZAPAMIĘTAJCIE powyższe słowa Pana Rossakiewicza - skoro ta sama prawda głoszona przeze mnie trafia jak grochem o ścianę - to będę Wam od dziś z radością cytował powyższe słowa Pana Rossakiewicza :)


    I drugi bardzo ważny fragment - bo jest również absolutnie prawdziwy, co tłumaczę Wam na każdym kroku - a czego nie jesteście w stanie pojąć.
    Może słowa Pana Rossakiewicza pomogą zrozumieć, że każda emisja jest de facto podatkiem:

    > Najprostsze rozwiązanie to wliczenie kwoty pieniężnej
    > (wyemitowanego pieniadza - dop. Freedom)
    > z monetyzacji do budżetu.

    Budżet państwa pochodzi z podatków - lub mówiąc prościej CAŁY BUDŻET zawsze sfinansować musi społeczeństwo danego państwa.

    Jeśli ktokolwiek uważa, że jakakolwiek część budżetu spada z nieba - a nie pochodzi z kieszeni podatników czyli nas wszystkich - to proszę publicznie się tu przyznać, żeby było jasne z kim rozmawiamy: czy z człowiekiem o zdrowych zmysłach - czy z wariatem.


    PS.
    Dziękuję bardzo za tą owocną dyskusję. Sprawę uważam nareszcie za wyjaśnioną i zakończoną. Robię sobie kopię tej dyskusji, żeby czasem nikt jej nie zniknął :)

    PS.
    Powyższe dwa cytaty z komentarza Pana Rossakiewicza są szczerą prawdą.
    Cała pozostała zawartość jego komentarza stoi w sprzeczności z tymi dwoma prawdziwymi fragmentami - i nijak nie da się wytłumaczyć, jak można takie absurdy wymyślać - skoro jest się świadomym tych oczywistych, prostych prawd, zacytowanych powyżej.
  • @Freedom 10:26:48
    Kolega się nie unosi, ot dla fanów Karola Marksa nic nie jest proste i jasne.
    Gubią się w gąszczu socjalistycznego zakłamania i półprawd.

    Wilekie dzięki za słowa otrzeźwienia
  • @prof.Rivell 10:37:28
    To nie uniesienie złości - to radość!

    To są nasi bracia, rodacy, współtowarzysze niedoli - którzy też chcą zmienić ten kraj na lepsze - a możemy to zrobić tylko RAZEM - jednocząc się we wspólnym celu.

    Dlatego tak ważne jest ZROZUMIENIE podstaw gospodarki przez zwykłych ludzi - oni chcą przeważnie dobrze - tylko nie wiedzą jak - bo perspektywa pojedynczego człowieka jest INNA niż perspektywa całego społeczeństwa, czyli perspektywa gospodarki.

    Nadzieja na porozumienie odżyła :)
  • niestety, dla przeciętnego czytelnika, artykuł który ma być "samowystarczalny"
    powienien zawierać wywód bez logicznych dziur,

    ja np. nie rozumiem już początku, dlaczego wzrost PKB (inna sprawa, że mierzenie PKB też jest samo w sobie bardzo zagadkowe, i być może oszukańcze) ma rodzić potrzebę emisji pieniądza.

    Przecież, gdyby w obiegu była jedynie 1 wyemitowana złotówka, to i tak za jej pomocą można by obrócić całym towarem na rynku, tyle, że w nienaturalnie dużej liczbie transakcji.

    A więc wielkość emisji pieniądza jak na mój wątły rozumik powinna być skorelowana z charakterem i liczbą transakcji rynkowych, a nie ogólną wartością towaru na rynku.
  • @Freedom 18:48:02
    nie omieszkam skorzystać, jak tylko znajdę chwilkę czasu,

    pozdrawiam
  • @Freedom 21:40:40
    "Ten kto emituje pieniądz bogaci się - ale oczywiście kosztem wszystkich innych użytkowników pieniądza - bo przecież dodruk pieniędzy żadnego bogactwa nie stworzył - tylko zmienił podział istniejącego bogactwa.
    Dlatego nazwa "podatek emisyjny" jest jak najbardziej adekwatna.

    Można nie rozumieć tego jak to się dzieje, jak ten transfer bogactwa następuje - ale to, że "jakoś" następuje jest oczywiste - bo nie ma fizycznie innej możliwości."

    A TO CIEKAWE. Jakoś żaden fałszerz pieniędzy nie ma w tym względzie wątpliwości.
  • @interesariusz z PL 12:21:48
    Fałszerz niczym się nie różni od złodzieja - poza jednym, złodziej kradnie kwotę X od jednej osoby, fałszerz kradnie kwotę X rozłożoną na całe społeczeństwo, dlatego nikt tego nawet nie zauważa na codzień.
    (od każdego kradnie 1/38mln - jedną trzydziestoośmio milionową część kwoty X - można obrazowo powiedzieć, choć ten rozdkład wygląda w praktyce nieco inaczej)
  • Kto zgarnia zysk z emisji pieniądza?
    Proszę o drogowskaz czy dobrze rozumuje.Otóż z chwilą podpisania Traktatu Lizbońskiego EBC jak i Banki Centralne państw członkowskich mają zakaz pożyczania pieniędzy na obsługę rządów.O czym mówi art.123 Traktatu.Tak więc w moim przekonaniu czym więcej wypracujemy PKB tym więcej musimy pożyczyć kasy na emisje a że musimy ją pożyczać z banków komercyjnych rozumie że czym więcej zapieprzamy tym więcej nabijamy do kieszeni bankiera.A że banki na dzień dzisiejszy są prywatne (banki córki) które w razie potrzeby mogą pożyczać pieniądze od (banków matek) które jak wiemy nie są własnością kraju kwitnącej lipy, a te z koleji mogą pożyczać od banków centralnych swoich państw zarabiając przy tym na %.Jeżeli dobrze rozumie NBP został częściowo wyeliminowany z gry.A co za tym idzie % z emisji pieniądza zamiast wracać do kieszeni Polaków wypływa do kieszeni np.Niemców.
    Rozumie również,że wzrost gospodarczy jest reprezentowany wielkością samogenerującego się długu który musimy zaciągać w dodatku z prywatnej ręki.
    Proszę o naprostowanie mojej drogi rozumowania jeżeli jest zła:)
  • @Fubu 13:08:07
    Wypada dodać, ze na fanaberie standardów "eko" i podobnych €U - jeśli budżetowi brakuje, to może (musi) wypuścić obligacje, które te komerzbanki łaskawie "kupią" , o ile "my - obywatele" - (bo mamy demokrację-:) ) zaproponujemy im odpowiednio wysoki procent.

    I rząd "nasz" - rozkładając ręce - "dyrekltywa €U" - otwiera konta zadłużeniowe naszym - nieurodzonym jeszcze dzieciom i wnukom.

    Wszystko to po to, abyśmy mogli pójść do komerzbanku z naszymi zarobionymi pieniędzmi - i kupić iluzję "dodatkowego zarobku" - jako procentu od depozytu.

    I póki nasza głupota+chciwość nie zostanie przezwyciężona rozsądkiem i wstrzemięźliwością - będziemy zadłużać własnych potomków i pracować na właścicieli komerzbanków - aby oni mogli przyjść i wykupić polską ziemię.

    Ta głupota = rozum zaślepiony chciwością - czyli wiara, że pieniądz się mnoży - to coś DLA MNIE - NIEWYOBRAŻALNEGO. (Ale to widzę)

    On - "się mnoży" - tylko jako zwiększony wysiłek tych, których żródłem utrzymania jest własna praca.

    Jeśli ktoś ma jakieś uzasadnienie dla postulatu, że ktoś powinien gwarantować mniejszą inflację oszczędności, niż pracy - to proszę mi to wyłożyć.

    Prsze przyjąć - że utrzymuję się z własnej pracy (tak jest w istocie) - i nie interesuje mnie jako obywatela państwa - żadna teoria - dowodząca, że Państwo (inni - a nie ja) - będą rozwijać się szybciej - kosztem inflacji - zarabianego przeze mnie DZIŚ - pieniądza.

    Że dzięki temu - że mi dziś zabiorą pewną wartość - ONI - jutro - zarobią więcej.
  • @Fubu 13:08:07
    Twoje podejrzenia niestety, ale są prawdą. NBP na pożyczkach redyskontowych i lombardowych mógłby zarobić te kilka miliardów złotych. Niestety nasza gospodarką jest tak nędzna, że aby dusić inflację RPP musi podnosić stopy procentowe. Są one obecnie tak wysokie, że bankom komercyjnym nie opłaca się branie pożyczek z NBP. Mogą pieniądze pozyskać taniej na rynku międzybankowym lub od swoich spółek matek. Co więcej. Aby ograniczać akcje kredytowe banków komercyjnych (co prowadziłoby do wzrostu inflacji) NBP prowadzi akcje aprecjacyjne poprzez sprzedaż bonów pieniężnych. Jest to oprócz wysokiej stopy lombardowej podstawowy instrument polityki monetarnej. Kosztuje on NBP około 4 mld zł rocznie.
  • MV=PT
    To równianie znane pod nazwą Prawo Fischera, zawiera podstawowe błędy dawno już wykazane przez Missesa i jego następców.

    Ale oczywiście według Szanownego Nikandera fakt, że Misses był żydem, masonem, faszystą, gejem, pedofilem, złodziejem, lichwiarzem itd... zdejmuje z nas obowiązek zastanowienia się nad prawdziwością jego twierdzeń.

    Dla tych, którzy tak nie uważają podaję argumenty przeciwko posługiwaniu się tym równaniem.

    Przyjęte w nim wartości P i V nie mają najmniejszego sensu.
    Co to znaczy T - ilość towarów? W czym wyrażona? Jak można zsumować razem jabłka z tonami stali, minutami wykładów znanego profesora, litrami mleka, główkami kapusty...?

    Co to znaczy C - ceny? Ceny czego? Inna jest cena kapusty, inna drewna, inna godziny pracy nauczyciela... Również zmiana cen nie występuje dla wszystkich dóbr proporcjonalnie.
    A może średnie ceny? Jak uśrednić cenę kilograma jabłek z ceną godziny koncertu Dody-elektrody?

    Tak więc mamy wzór (niebo razy drzewo równa się ogólne szczęście) z którego podobno wynika, że wzrost ilości pieniędzy prowadzi do wzrostu cen towarów.

    A więc; jeżeli dodrukowano 20% pieniędzy, to ceny wzrosną o 20% (około, bo V może się zmienić)

    Ale co to znaczy, że ceny wzrosną o 20%? Jakie ceny, czego? Każdego towaru proporcjonalnie o 20%? A może niektórych o 100% a niektórych spadną?

    Otóż ceny wzrosną nieproporcjonalnie w zależności od tego, kto w pierwszej kolejności dostanie dodatkowe pieniądze i na które towary w związku z tym wzrośnie popyt.

    A co to jest stały poziom cen, który można zdaniem Nikandera osiągnąć emitując pieniądze zgodnie z tym równaniem?
    Czy jeżeli ludzie przestaną kupować samochody i przerzucą się na motory powodując spadek cen samochodów a wzrost cen motorów, to uznamy to za stałość cen, czy niestałość?

    A jeżeli zostanie opracowana nowa metoda uprawy zboża, dzięki której można wyprodukować 3 razy tyle przy tych samych kosztach, a to spowoduje możliwość obniżenia cen i zwiększenia popytu przy niższej cenie to jak wypuszczenie nowych pieniędzy ma obniżyć te ceny zboża?

    A może wystarczy, że podwyższą ceny komputerów i średnia cena (która jest nie do wyliczenia) będzie stała?
  • @imran 19:00:42
    Powinno być; "...podwyższyć te ceny zboża"
  • @Freedom 10:26:48
    cytat:

    PS.
    Powyższe dwa cytaty z komentarza Pana Rossakiewicza są szczerą prawdą.
    Cała pozostała zawartość jego komentarza stoi w sprzeczności z tymi dwoma prawdziwymi fragmentami - i nijak nie da się wytłumaczyć, jak można takie absurdy wymyślać - skoro jest się świadomym tych oczywistych, prostych prawd, zacytowanych powyżej.
    (koniec cytatu)

    Szczerą prawdą jest mój caly artykuł na temat zasadnośći emisji a nie jedynie dwa małe fragmenty wybrane przez Freedom i zinterpretowane niezgodnie z kontekstem. Problem polega na zbyt wąskim spojrzeniu jakie ma na ekonomie Freedom (tzw. "klapki na oczach") Trzeba miec oczy szeroko otwarte a nie 'szeroko zamknięte".
  • @Jacek Rossakiewicz 10:12:46
    "Deflacja to spadek cen związany z brakiem pieniędzy na rynku. Towary tanieją z powodu niedoboru siły nabywczej, Pomimo, obniżek cen producent nie może sprzedać towarów, które ludzie chcieliby kupić, ale nie mają na to pieniędzy...."
    Ta keynesowska zasada doprowadziła właśnie do kryzysu.
    Dosypywanie pieniędzy na rynek nie może być jednocześnie skuteczne w ramach założonego celu czyli pobudzać gospodarkę i nieszkodliwe czyli bez ujemnych skutków inflacyjnych. To jak zjeść i mieć ciastko. Nie ma tak, że jak ceny nie rosną to można kraść powolutku aby się ludziska nie zorientowali. Deflacja jest stanem normalnym, pożądanym, wynikającym z postępu technicznego i organizacyjnego.
    Gdyby chodziło o uzupełnienie ilości pieniądza wraz ze wzrostem bogactwa narodu czy czegośtam to po banknocie dostawałby każdy obywatel ale na pewno nie tak to sobie bankierzy zaplanowali.
  • @Jacek Rossakiewicz 10:12:46
    Nie widzi Pan naprawdę sprzeczności?

    cyt1" Podobnie jest z rozwojem gospodarczym: wzrost ilości produkowanych towarów może prowadzić do spadku cen i jest to zjawisko korzystne, przedsiębiorcy osiągają dochody ze zwiększonej produkcji i zwiększonej sprzedaży i mogą dalej prowadzić działalność gospodarczą, zaspokajać potrzeby społeczeństwa."

    cyt2"Deflacja to spadek cen związany z brakiem pieniędzy na rynku. Towary tanieją z powodu niedoboru siły nabywczej, Pomimo, obniżek cen producent nie może sprzedać towarów, które ludzie chcieliby kupić, ale nie mają na to pieniędzy, bo akcja emisyjna nie jest prowadzona, kredyty zostały wstrzymane lub zaniepokojeni ludzie nie zamawiają usług i oszczędzają pieniądze na „czarną godzinę”.

    Jak te dwa cytaty pogodzić z postulatem monetyzacji przyrostu dóbr?

    W cyt1 pisze Pan wyraźnie, że przyrost dóbr powoduje zmniejszenie cen przez co ludzie mogą kupić taniej, producent może sprzedać i jest to korzystne.
    W cyt2 pisze Pa, że problemem jest zmniejszenie ilości pieniądza na skutek zaprzestania akcji kredytowej podczas gdy kredyty są spłacane.

    No to chyba logicznym wnioskiem byłaby emisja w wysokości tych spłat kredytów, a nie wzrostu produkcji? Wzrost produkcji to cyt1. czyli jak Pan sam pisze; nie wymaga monetyzacji.

    Potrafi Pan to wyjaśnić?


    Wątpliwość druga;

    Jeżeli monetyzacja ma być uzależniona od wzrostu PKB, a przecież ten wzrost jest wyrażony w cenach po których te produkty zostały sprzedane, to jak się ma do tego argument, że bez monetyzacji nie będzie pieniędzy na zakup tych nowych dóbr.

    Trzecia wątpliwość;

    część dóbr wytworzonych w poprzednich latach krąży dalej na rynku wtórnym tworząc popyt na pieniądz potrzebny do wymian. Jak się ma do tego faktu postulat Szanownego Nikandera, "precyzyjnego wstrzyknięcia" obliczonego na podstawie wzrostu PKB? Przecież nawet gdyby nie brać pod uwagę poprzedniej wątpliwości, to PKP nie uwzględnia tego obrotu wtórnego, często bez faktur, nierejestrowanego nawet. Co to za precyzja?
  • @imran 22:43:26
    WZROST GOSPODARCZY I DEFLACJA

    Są to dwa zupełnie inne zjawiska. Wzrost gospodarczy to rozwój produkcji i wzrost ilości świadczonych usług. Większa podaż towarów może prowadzić i prowadzi do spadku ich ceny. Dzieje się to kiedy brak dodatkowej emisji i zazwyczaj skutkuje spadkiem zysków przedsiębiorców. Spadek zysku może być uzupełniony przez wyższą sprzedaż o ile wzrasta popyt, taki trend wymusza postęp technologiczny, produkuje się rzeczy coraz lepsze, które są droższe lub szuka się oszczędności i wówczas te tańsze wyroby są np. gorszej jakości. Jest tu bardzo wiele zjawisk, które na siebie oddziaływają. Między innymi może zmieniać się także V – szybkość obrotu gdyż większa ilość zakupów prowadzi do szybszego obiegu pieniądza. Tempo tego obiegu ma jednak swoje ograniczenia i nie może zwiększać się nieustannie; to przecież nic innego jak tempo życia, podejmowania decyzji, dokonywania wyborów i transakcji. Z czasem większa ilość towarów i możność zaspokojenia potrzeb prowadzi do wzrostu ilości pieniądza, albo dłużnego z kredytu, albo z emisji. Jest to realizacja generalnego wskazania iż ILOŚC PIENIADZA MA BYĆ PROPORCJONALNA DO ILOSCI DÓBR. (Ze zrozumieniem tego założenia ma kłopot wielu ludzi, nie chodzi przecież o pusty dodruk banknotów ale o odzwierciedlenie wzrostu ilości dóbr).

    Deflacja to zmniejszanie ilości pieniądza na rynku a nie wzrost produkcji. Mniejsza ilość pieniędzy ma ten sam skutek na początku – ceny spadają. Ale to powoduje straty przedsiębiorców a nie rozwój gospodarki. Coraz mniej pieniędzy na rynku, wycofywanych z rynku poprzez spłatę kredytowych odsetek przy wstrzymaniu akcji kredytowej, lub poprzez kumulowanie zysków z oprocentowania (bez produkcji) ew. poprzez zwykłe zaniedbanie emisji, pogłębia recesję i gospodarcza zapaść. Lekarstwem jest emisja która przywróci popyt efektywny, emisja proporcjonalna do ilości towarów z tzw. „nadprodukcji” – a w rzeczywistości z niedoboru pieniądza a nie nadmiaru towarów. (inna sprawa to właściwy czas przerwania tej wyrównawczej emisji, gdyż emisja nadmierna staje się powodem inflacji.

    Tak to wygląda – nie ma tu żadnej sprzeczności potrzebny jest tylko pełny opis i zachowanie przytomności umysłu, logika nie może abstrahować od realiów. Logika ma dotyczyć nie tylko pojęć i terminologii, ale także opisywanych zjawisk, w których jest wiele zmiennych i wiele uwarunkowań i one na siebie oddziaływają.

    Co to pozostałych kwestii – trzeba pamiętać że gospodarka to żyjący ludzie i zmieniające się realia, to nie jest mechanizm taki jak szwajcarski zegarek. To organizm społeczny, stad nie ma tutaj 100% pewności a prawa realizują się z pewnym prawdopodobieństwem, inaczej być nie może, to życie. Oczekiwanie. że ludzie będą postępować ja zaprogramowane automaty jest po prostu niewłaściwe, niemożliwe i naiwne. Nie oznacza to że nie powinniśmy przewidywać i ingerować w bieg spraw kiedy dzieją się rzeczy negatywne. Np. oprocentowanie ujemne pieniądza i emisja to dwa świetne mechanizmy kontrolne, dużo lepsze niż oprocentowanie dodatnie i deflacja. Kiedy dodamy do tego jeszcze umiejętna i niewielką kontrole podatkową to mamy zespół trzech uzupełniających się mechanizmów kontrolnych. Co chcemy za ich pomocą uzyskać to sprawa naszych celów i intencji. Czy np. chcemy służyć społeczeństwu czy raczej go niszczyć
  • @imran 22:43:26
    W uzupełnieniu:

    Cytat: „ logicznym wnioskiem byłaby emisja w wysokości tych spłat kredytów, a nie wzrostu produkcji? Wzrost produkcji to cyt1. czyli jak Pan sam pisze; nie wymaga monetyzacji.” (Koniec cytatu).

    Napisałem wyżej że wzrost ilości towarów, siła rzeczy prowadzi do wzrostu ilości pieniądza i to jest nie do uniknięcia. Sam stały spadek cen oznacza cykl zmniejszających się dochodów producentów, który osłabi gospodarkę.

    Kwestię czy emitować pieniądza tyle ile wynosi wzrost gospodarczy czy tyle ile ludzie wzięli kredytów – łatwo rozstrzygnąć. Nie wszyscy kupują na kredyt. Kryterium decydującym jest wzrost gospodarczy a nie pośrednictwo kredytodawców. Większa ilość pieniądza pozwoli zarobić pieniądze i spłacić kredyt, ale jeszcze lepsze byłyby kredyty bezodsetkowe w przypadku ujemnego oprocentowanie pieniądza zerowa stopa kredytu oznaczałaby zysk kredytodawcy. To jest dobre rozwiązanie, warto wrócić do propozycji Silvio Gesella.
  • @Jacek Rossakiewicz 02:16:49
    >
    Tak to wygląda – nie ma tu żadnej sprzeczności potrzebny jest tylko pełny opis i zachowanie przytomności umysłu, logika nie może abstrahować od realiów

    Nie ma sprzeczności jeśli chodzi o opis deflacji i wzrostu gospodarczegoi. To jest jasne.

    Mnie chodziło o to, że opisując wzrost słusznie Pan stwierdza, że o ile nie będzie emisji to spowoduje spadek cen. I to jest korzystne. Przy niższych cenach tworzy się większy popyt i przedsiębiorcy zyskują, tak jak i konsumenci.
    To wszystko jest jasne i prawdziwe.

    Sprzeczność jest taka, że proponuje Pan aby ten wzrost monetyzować, czyli spowodować emisję, która ma te pozytywne zjawisko zniwelować.

    To jest sprzeczność.

    > Z czasem większa ilość towarów i możność zaspokojenia potrzeb prowadzi do wzrostu ilości pieniądza, albo dłużnego z kredytu, albo z emisji.

    tak, ale ta większa ilość towarów, jak pan sam pisze jest sprzedawana po niższych cenach, więc nie wymaga większej ilości pieniądza.

    >Jest to realizacja generalnego wskazania iż ILOŚC PIENIADZA MA BYĆ PROPORCJONALNA DO ILOSCI DÓBR.

    chyba do ilość dóbr razy ich ceny. Czyli do łącznej ich wartości wyrażonej w pieniądzu. A ceny są niższe.

    co to miałoby znaczyć "do ilości dóbr"? Do kilogramów, sztuk, godzin, litrów? Takiej proporcji nie da się uchwycić.
  • @imran 06:07:49
    Jest z Tobą jeden problem. Nie chcesz zobaczyć faktu, ze banksterzy "sprzedają" nam rocznie około 90 mld zł nowej emisji. Zamiast doszukiwać się precyzji na siódmum miejscu po przecinku zerknij na agregaty pieniężne NBP. Albo brakuje się elementarnej wiedzy, albo robisz dla banksterów. Innego wyjścia nie ma. Jeśli są nawet jakieś błędy w pomiarze odchyłek to są one łatwe do skorygowania zwiększeniem częstotliwości próbkowania głównych operacji dostrajających.

    Gdy mamy w tle te 90 mld zł kradzieży to wszystkie Twoje uczone docinki można wziąć i kant dupy roztrzaskać. Wszystkie te wasze dywagacje że cena spadnie jak jak wszystkie transakcje będzie obsługiwała jedna złotówka w obiegu i od tego zapanuje ogóle szczęście to idiotyzmy z którymi może konkurować tylko idiotyzm Korwina Mikke.

    Jestem inżynierem i wiem, że wszyscy przedsiębiorcy codziennie dwoją się i troją aby móc produkować taniej i być konkurencyjnym na rynku. Najpierw jest myśl organizatorska, nauka, technologia, konstrukcja inwestycja, a dopiero później są warunki do spadku cen.

    Te wasze idiotyzmy o jakiejś redystrybucji dóbr poprzez inflacje, o jakimś idealnym podatku inflacyjnym w kontekście NAF są brudną żydowską robotą. Na szczęście Polak zaczyna mądrzeć. Złapaliśmy złodziei i chcemy ich powiesić.

    Banksterzy "sprzedają" nam około 90 mld zł. My chcemy rozdać około 30 mld. Do k. nędzy: która kwota bardziej psuje rynek??????

    Trzeba być pospolitą kurwą żydowską aby tego nie widzieć. Zdaje się tylko taki język może do Was przemówić.
  • @nikander 08:14:32
    Szanowny Nikanderze.
    Twoja odpowiedź skłania mnie do postawienia pewnego podstawowego pytania - w jakim celu każdy z nas siada prawie codziennie do komputera i przedstawia swoje poglądy, przemyślenia, podejmuje polemikę z innymi uczestnikami tego forum.

    Czy to, że siły polityczne "głównego nurtu" mając pewną wspólną bazę polegającą na podtrzymywaniu ręka w rękę ze światem finansów istnienia piramidy finansowej prowadzą zażarte spory w celu przeforsowania swoich racji i zdobycia poparcia dającego większy udział w zyskach z tych przekrętów, których są gwarantem, ma oznaczać, że my na tym forum mamy stanowić takie miniaturowe, mikroskopijne przeciwieństwo jeśli chodzi o treść,( bo przecież nie da się zaprzeczyć, że większość z nas jest krytyczna do tego co się dzieje), ale działające na tej samej zasadzie jeśli chodzi o formę?

    Przecież ilościowo jesteśmy dla tych głównych sił pyłkiem, który można bez wielkiego wysiłku strzepnąć na ziemię i rozdeptać.
    Siłą, która może nie dzisiaj, ale w przyszłości, kiedy ta piramida zacznie się walić stworzyć alternatywę i pociągnąć oszukanych i zawiedzionych ludzi jest prawdziwość, rzetelność, precyzja argumentów, a nie ilość zwolenników.
    Dyskutowanie po to, aby przeforsować swoje racje wśród tej relatywnie mikroskopijnej części społeczeństwa wymieniającego poglądy tu, na tym forum jest stratą czasu i działaniem wyglądającym dość komicznie, mając wzgląd na skalę wielkości i siłę rażenia w porównaniu z taką PO czy PIS. Tym bardziej, że w sprawie zasadniczej; stosunku do inflacyjnego kreowania dobrobytu się przecież zgadzamy.

    Wartością tej naszej wymiany zdań jest możliwość dojścia jak najbliżej prawdy, wykształcenia jak najbardziej spójnych i nie dających się podważyć poglądów.
    Oni mogą a wręcz muszą mówić rzeczy wewnętrznie sprzeczne, nieprawdziwe, pełne błędów i nonsensów. Byle głośniej, pewniej, byle dobrze opakowane i sprzedane. Oni muszą atakować zajadle każdego, kto spróbuje wykazać te nonsensy i niekonsekwencje, bo tam chodzi o pozyskanie ogłupionych mas o zrobienie wrażenia, wygranie wyborów i podział zysków.

    Ale w naszym przypadku jest inaczej. Jeżeli ja zauważam nieścisłości i wewnętrzną sprzeczność tego co mówicie propagując na NE idee NAF, to jestem waszym zbawieniem a nie wrogiem.
    Bo pozwalam Wam na albo na wykazanie słuszności tego co chcecie przedstawić i dopracowanie idealnej argumentacji i formy przekazu (jeżeli się mylę), albo też na poprawienie i uwolnienie od błędów swoich koncepcji (jeżeli mam jednak rację).
    Przecież tak samo podchodzę do tego co pisze Freedom, pomimo, że się z nim prawie we wszystkim zgadzam. Ale jednak tam gdzie zauważam coś co wydaje mi się błędem albo nietrafną argumentacją podaję swoje argumenty.

    Przeczytaj więc Nikanderze to, co napisałem wcześniej i swoją odpowiedź i zastanów się nad tym, co chcesz osiągnąć poprzez pisanie tego bloga. Znaleźć najlepsze rozwiązania i najlepszą formę ich przedstawienia, czy też przeforsować swoją rację. Oddalić i zakrzyczeć niewygodną krytykę, czy wykazać słuszność tego co piszesz?
  • @imran 20:52:20
    Ukazałem brak sprzeczności pomiędzy cytatami Nr 1 i Nr 2 , pomiędzy spadkiem cen podczas rozwoju gospodarczego, co wywołane jest pracą oraz istnieniem siły nabywczej w społeczeństwie, aby więcej kupować, po niższych cenach. W deflacji tak się nie dzieje, to jest inny mechanizm finansowy, to pozbawianie ludzi pieniądza - nie jest to przyczyną rozwoju gospodarczego, ale początkiem recesji, choć na początku ceny też spadają.

    Cale nieporozumienie i trudność zrozumienia różnic polega na tym, że wychodzi Pan od skutku, a nie od przyczyny. Widzi pan ten sam skutek (na początku): spadek cen i sądzi Pan, że to jest dobre zjawisko, bo tak się dzieje podczas rozwoju gospodarczego i wzrostu produkcji. Odnosi Pan to także do deflacji, ale tu właśnie myli się Pan. Deflacja to nie rozwój, to początek kłopotów. Coraz mniej pieniędzy. Co z tego, że ceny nieco spadną, jak ludzie i tak nie będą w stanie kupić tańszych towarów, doświadczą biedy a producenci bez sprzedaży nie będą osiągali zysków tylko raczej bankrutowali.

    Te zależności są proste i łatwo to zrozumieć. Nie wiem dlaczego sądzi Pan, że w deflacji jest tak samo jak podczas rozwoju. Niższe ceny i większe prosperity. Nie rozumie Pan tego, że pieniądz znika, ubywa go. Na tym polega wprowadzanie deflacji. Deflacje się wprowadza, wycofuje się pieniądz z rynku. Dlaczego uważa Pan że to jest dobre i że to jest porównywalne z rozwojem gospodarczym?

    W przypadku rozwoju, kiedy więcej się produkuje niektóre ceny spadają, ale pojawiają się też nowe produkty o wysokiej cenie. Wzrost ilości produkowanych dóbr powinien być monetyzowany, właśnie po to, aby nie wprowadzać kredytowej pułapki, kredyt to cykliczność, wzrost ilości pieniądza dłużnego powoduje później wstrzymanie akcji kredytowej, długów jest za dużo a oprocentowanie utrudnia ich spłatę. Spłata jednak jest wymagana i to powoduje deflację, szybkość obiegu pieniądza spadła o połowę (w ostatnich 10 latach w Polsce). To się przekłada na coraz niższe zaspokojenie potrzeb i na coraz większą recesję.

    A Pan widzi tylko jedno, że podczas rozwoju ceny spadają, potem odwraca Pan tę zależność i twierdzi jaka DOBRA JEST DEFLACJA, BO CENY W NIEJ SPADAJĄ, i utożsamia pan to z rozwojem i zaspokojeniem potrzeb, podczas gdy w czasie deflacji spadek cen oznacza biedę, recesję i bankructwo. Tak długo Pan nie może pojąc tej różnicy iż Nikaner nie wierzy w Pana brak inteligencji, uważa że to cynizm. Ja wiem, że niektóre kwestie trudno pojąć, ale też nie chce mi się wierzyć, że stawia Pan znak równości pomiędzy rozwojem i deflacją, a powodu jednego podobnego objawu, podczas gdy inne objawy obu sytuacji są różne i znacznie poważniejsze w skutki.

    Jest wiele takich bredni w ekonomii, które powtarza się od kilkuset lat. Dlatego niektórzy to czynią, bo za tym kłamstwem stoją ich zyski: oprocentowanie dodatnie, kreacja długów zamiast pieniędzy, to wszystko to cudze intratne interesy - tylko, czy my mamy wyzbyć się myślenia i ulegać tym krętaczom, aby oni nas okradali dalej z wypracowanych dóbr, i powoływali sobie urzędników państwowych dbających o ich interesy, a nie o interesy 90% społeczeństwa.

    Proszę sobie zadać trochę wysiłku i zrozumieć to co jest proste i słuszne. Chyba że Pan tego nie chce zrozumieć i woli być w błędzie, bo on jest dla Pana korzystny!
  • @imran 20:52:20
    MONETYZACJA PRZYROSTU DÓBR


    Druga sprawa to dlaczego monetyzować wzrost gospodarczy a nie pozwolić, aby ceny spadały wraz ze wzrostem ilości towarów.

    Spadek cen ma swoje ograniczenia i nie jest mechanizmem wystarczającym dla zaspokojenia potrzeb społeczeństwa. Normalnym zjawiskiem jest kumulowanie kapitału w rękach coraz węższej liczby osób: bankierów lub producentów. Nawet pomimo spadku cen. Trzeba byłoby obłożyć producentów i bankierów osiągających duże zyski wysokimi podatkami aby wyrównać obieg pieniądza w społeczeństwie.

    Lepszym rozwiązaniem jest prowadzenie dystrybucji nowych środków finansowych niż redystrybucja tych już istniejących. Liczymy wówczas (monetyzujemy) naszą prace i jej efekty. Większa ilość towarów wymaga dodatkowej dystrybucji środków finansowych w społeczeństwie, aby dobra mogły zostać kupione. Wzrost produkcji i wzrost populacji potrzebują takiego rozwiązania. Sam spadek cen nie przyczynia się do demokratycznego rozkładu pieniądza w społeczeństwie – a dopiero to jest gwarancją harmonizującego wpływu popytu efektywnego na gospodarkę. Dzięki obecności pieniądza na rynku gospodarka rozwija się.
  • @Jacek Rossakiewicz 04:57:27
    >A Pan widzi tylko jedno, że podczas rozwoju ceny spadają, potem odwraca Pan tę zależność i twierdzi jaka DOBRA JEST DEFLACJA, BO CENY W NIEJ SPADAJĄ,"

    Ależ ja absolutnie tak nie twierdzę. Nie zrozumieliśmy się.
    Ja napisałem, że się zgadzam z Panem, że przyrost produkcji i związany z tym spadek cen jest korzystny.
    Przecież Pan to napisał. Nie piszę (ani Pan chyba też) w tym aspekcie o deflacji (rozumianej zgodnie z Pana definicją).


    Również napisałem, że zgadzam się z tym, że deflacja czyli zmniejszenie ilości pieniądza nie jest korzystne.
    Sam mechanizm dlaczego to nie jest korzystne opisałbym inaczej i tu możemy podyskutować, ale co do sedna; zgadzam się, to nie jest korzystne.

    Zgadzam się z napisanym przez Pana zdaniem;
    cyt"odwraca Pan tę zależność i twierdzi jaka DOBRA JEST DEFLACJA, BO CENY W NIEJ SPADAJĄ, i utożsamia pan to z rozwojem i zaspokojeniem potrzeb, podczas gdy w czasie deflacji spadek cen oznacza biedę, recesję i bankructwo."
    Chociaż mechanizm powstania tej biedy lepiej jest przedstawiony przez szkołę austriacką; moim zdaniem precyzyjniej, ale podobnie.

    Napisałem, że nie rozumiem jedynie wyjaśnienia potrzeby monetyzacji, rozumianej jako emisja pieniędzy dla nowo wytworzonych towarów.

    Pan to tłumaczy tak;
    >Wzrost ilości produkowanych dóbr powinien być monetyzowany, właśnie po to, aby nie wprowadzać kredytowej pułapki, kredyt to cykliczność, wzrost ilości pieniądza dłużnego powoduje później wstrzymanie akcji kredytowej, długów jest za dużo a oprocentowanie utrudnia ich spłatę."

    Trudno się z tym zgodzić, później napiszę dlaczego.
  • @imran 06:22:10
    cytat:

    "Napisałem, że nie rozumiem jedynie wyjaśnienia potrzeby monetyzacji, rozumianej jako emisja pieniędzy dla nowo wytworzonych towarów."
    (koniec cytatu)

    Tej kwestii poświęciłem cały poprzedni wpis. Sprawa kredytu to tylko jeden aspekt, choc bardzo istotny Generalna zasada jest taka iz to monetyzacja przyrostu dóbr jest korzystnym sposobem ich dystrybucji w spoleczenstwie. Dziki niej można zminiejszyc podatki i unikać redystrubucji.
    Dzięki monetyzacji można zapobiegać kumulowaniu bogactwa przez nielicznych - to uruchomienie ludzkiego potencjału i zaspokojenie potrzeb.

    O tym pisał Menger, a potem to zostało w szkole austriackiej zarzucone z powodu "walki z państwem", walki cywilizacyjnej o prymat oprocentowania zamiast emisji.
  • @Jacek Rossakiewicz 11:04:24
    No więc, jakie mają być konkretnie funkcje monetyzacji?
    Spróbujmy je określić i uzasadnić.
    1.Dotychczas pisał Pan, jak również Szanowny Nikander o tym, że aby nowo wytworzone produkty mogły być sprzedane potrzebna jest odpowiadająca im ilość dodatkowych pieniędzy. Inaczej nie będą mogły zostać sprzedane.

    2.Jak pisze Pan powyżej jest korzystnym sposobem dystrybucji.

    3. dzięki niej można zmniejszyć podatki i unikać redystrybucji

    4. zapobiega kumulowaniu bogactwa przez nielicznych

    5. zaspokaja popyt ludzi na pieniądz, dzięki czemu nie jest potrzebna kreacja kredytu przez banki. Zmniejszają się potrzeby pożyczkowe - sprawa podnoszona przez Szanownego Nikandera.

    Ad 1.
    Gdyby przyjąć taki punkt widzenia, to by znaczyło, że w systemie, w którym ani rząd ani banki nie mają prawa zwiększyć ilości pieniądza nawet o 1 promil, nie byłby możliwy rozwój, nie zwiększałaby się produkcja - bo kto będzie produkował dobra, na które wiadomo, że z braku dodatkowych pieniędzy nie będzie popytu.

    Teoria wartości pieniądza, jaką ja znam takiemu podejściu przeczy. Ciekawi mnie więc, na jakiej teorii się Pan opiera. Co daje podstawy do takiego wniosku?

    Ad2.
    Z tym, że jest sposobem dystrybucji się zgadzam. Oczywiście tak jest.
    Nowe pieniądze trafiają do pewnych ludzi i ci ludzie wymieniają je na dobra. Jednak każde takie dobro do kogoś należy, ktoś je wytworzył. Jest do więc dystrybucja od tych, co je wytworzyli do tych którzy otrzymali dodatkowe pieniądze.
    Czy jest korzystna? Zależy dla kogo. Dla tych, co je otrzymali tak. Dla tych którzy je wytworzyli nie.
    Czy jest korzystna dla społeczeństwa jako całości?
    Moim zdaniem nie. Jeżeli korzystne jest przekazanie komuś pewnych dóbr, to powinny one zostać przekazane dobrowolnie. Na zasadzie Caritasu, czy WOSP.

    Ad.3
    Można zmniejszyć podatki, bo pewne dobra, tak jak pisałem powyżej zostaną przekazane potrzebującym, a do tej pory były przekazywane przez budżet.
    To jest to, co pisze Freedom. Zgoda. Ale ja uważam, że forma zebrania podatków nie jest najważniejsza. Ważniejsza jest dyskusja o funkcjach budżetu, jego wielkości, wydatkach.
    Widzę oczywiście wszystkie zalety podatku inflacyjnego przedstawiane przez Freedoma, ale naszym głównym problemem nie są zbyt wysokie koszta i uciążliwość pobierania podatków, ale sama ich wysokość i strona wydatkowa budżetu.

    Ad.4 Tego nie rozumiem.

    Ad.5
    Z tym się nie mogę zgodzić, bo potrzeby pożyczkowe, czyli popyt na kredyty jest uzależniony od oferowanego oprocentowania. Im niższe oprocentowanie tym większy popyt. Jeżeli pozwolimy bankom kreować pieniądze, to będą je kreować, a popyt uzyskiwać obniżając stopy procentowe.
    Wykreowanie pieniędzy - zrobienie zapisu na koncie nie wymaga żadnych kosztów, więc każda stopa procentowa jest zyskiem.
    Nie ma takiej sumy, która po przekazaniu ludzi spowodowała znaczący spadek popytu czyli zaspokojenie potrzeb pożyczkowych.
    Jest więc oczywiste, że tylko bariera prawna może zapobiec tej kreacji. Np. zakaz stosowania rezerwy cząstkowej.
    Inną możliwością jest uznanie, że każda odmowa przez bank wypłaty pieniędzy z konta bieżącego lub jej wstrzymywanie powoduje postawienie banku w stan upadłości, plus likwidacja banku centralnego wspierającego banki pieniądzem bazowym.

    Monetyzacja nic do tego nie ma. Jeżeli banki będą mogły obniżyć stopę procentową poniżej naturalnej stopy procentowej to przedsiębiorcy wezmą każdą ilość takiego kredytu.
  • @imran 14:45:13
    Jednak z uporem godnym lepszej sprawy powrócę do problemu pierwotnego: banksterzy "sprzedają" nam około 90 mld zł emisji rocznie. To fakt. Warto zastanowić się dlaczego. Gdyby nie istniała "naturalna" potrzeba emisji banksterzy nie sprzedaliby ani grosza. Obawiam się, że nie odróżniasz produkcji "na zamówienie" od produkcji "na rynek". Te dobra które chcemy kupić Już w większości przypadków ZOSTAŁY WYPRODUKOWANE!!! W większości przypadków zostały wyprodukowane na kredyt. Zatem powinniście zweryfikować wasze poglądy na ilość pieniądza koniecznego do obsługi wszystkich potencjalnych transakcji.
    Doprawdy nie można przechodzić spokojnie nad twierdzeniem, że ilość transakcji na rynku nie zależy od stopnia nasycenia gospodarki środkami wymiany. FREEDOM z uporem maniaka twierdzi, ze przy pomocy jednej, powtarzam JEDNEJ!!! złotówki można obsłużyć wszystkie transakcje a każda następna złotówka do redystrybucja dóbr i podatek, który okrada wszystkich. Kto mu takich idiotyzmów nawtykał pod czaszkę?????

    Chodze już dość sporo po tym świecie i wiem, że każdy przedsiębiorca (z wyjątkiem moralnej hujowizny do których należą korporacje prawnicze i lekarskie) stara się produkować taniej. W tym kierunku idą wszystkie działania organizatorskie, badawcze, konstrukcyjne i technologiczne. Ostatnio jest moda przenoszenia do Chin, bo też będzie taniej. Zatem spadek cen ma wyjątkowo mocnych sprzymierzeńców. Aby te wszystkie działania sie pozacębiały i zaskutkowały musi myć jasna dla wszystkich jej uczestników perspektywa zarobku. Dlatego wszystkich, którzy uważają, że wystarczy tylko jedna złotówka w obiegu aby wszystko zagrało uważam za idiotów. Owszem, nie będzie redystrybucji dóbr, nie będzie podatku inflacyjnego, ale nie będzie NICZEGO!!!! Tylko durny FREEDOM siedzący na fotelu i czekający, ze ja rzucę się do roboty i naprodukuje tyle, aby dla niego cena spadła. Przecież to kretynizm.

    Jest taka stara ludową mądrość, ze "kto straty nie widzi, zysku nie ogląda". Zamieściłem w notce rysunek na którym zaznaczyłem kierunki rozproszenia emisji. Z ich dobrodziejstw potencjalnie mogłaby skorzystać każda rodzina w Polsce. Trzeba zatem popatrzeć na te rzekome straty (redystrybucję) i potencjalne zyski. Jeśli śłedziłby Pan moje notki, to jest to już któraś przymiarka do sposobu rozproszenia emisji. Notka powstała między innymi po to aby zachęcić do poszukiwania jeszcze lepszych sposobów zakotwiczenia pieniądza w gospodarce.

    Prosę wybaczyć, ale machanie sztandarem prawa popytu i podaży to bezpłodna zabawa. Zawsze gdzieś jest człowiek, który tylko w sobie wiadomy sposób podejmuje decyzje zarówno po stronie popytu i podaży. Trzeba mu dać stabilne dane na bazie których opracuje biznes plan swojej inwestycji produkcyjnej. Nie zmuszajcie go aby spokojnie usiadł w fotelu i czekał, że cena spadnie. Możecie przy tym nieźle oberwać po pysku. Stabilność cen to podstawa. Jeśli zmodyfikuje je postęp technologiczny to juz jego sprawa.

    Jeszcze raz, po której stronie stoimy: czy jak potulne barany zaczadzone jakimiś idiotycznymi książkami jakich zidiociałych nieboszczyków będzie utrzymywali, że musimy u bansterów corocznie kupić sobie te 90 mld zł emisji, czy spróbujemy coś z tym zrobić.
    My z Rossakiewiczem chcemy te pieniądze ludziom dać i to tylko 30 mld, bo tak nam z rachunków wychodzi . Szukamy dobrego sposobu, bo przecież szuflą nie rozsypiemy z samolotu

    Pozdrawiam
  • @nikander 15:49:59
    Zacznijmy od tej nieszczęsnej złotówki, bo to ciekawy temat.

    Trudno sobie wyobrazić, jak mogłoby dojść do tego żeby została jedna złotówka. Załóżmy więc, że np. nie chodzi o jedną złotówkę, tylko o jednego ruta - nową jednostkę walutową.
    W Polsce jest w obiegu ok. 800mld zł (podaję za Freedomem bo nie wiem dokładnie) i to na dzisiaj wystarcza na przeprowadzenie wszystkich wymian.

    Pytanie jest czy można zastąpić te 800mld zł tym jednym rutem i czy wystarczy on do przeprowadzenia wszystkich wymian?

    Jeżeli NBP wypuści tego ruta i wyceni go na 800mld zł to po zamianie spełni on dokładnie taką samą funkcję, zapewni tyle wymian ile te złotówki.

    Wszystko zależy od tego, w jakiej formie będzie on występował. Jeżeli w formie jednego papierka o nazwie 1rut, to oczywiście nic nie zapewni nie dojdzie do żadnej wymiany, ale jeżeli będzie występował w banknotach o nazwie 1/800mld ruta to tak.
    Oczywiście problem niewygody w nazewnictwie spowodowałby nadanie jakiejś potocznej nazwy dla tej 1/800mld części ruta, np rutek i byłoby w obiegu tyle rutków co wcześniej złotych.
    I tak 1 rut zapewniłby wszystkie wymiany.

    Jedną z ważniejszych cech pieniądza jest podzielność. Wraz z wprowadzeniem pieniądza papierowego i elektronicznego ten problem nie istnieje. Ten problem istniał tylko wtedy, gdy używano pieniądza czysto towarowego.

    Jeśli chodzi o zapewnienie wymian przez 1zł, nie ma żadnej różnicy pomiędzy dodrukowaniem 799999999999zł a podzieleniem tej złotówki na 800mld mniejszych części.

    Różnica jest tylko w efektach rozproszenia tej zwiększonej liczby pieniędzy. Jeżeli podzielimy na mniejsze jednostki, lub wymienimy na inne pieniądze po jakimś kursie zwiększających ilość, to takie zwiększenie nie spowoduje żadnych zmian na rynku, nikt nie straci, nie zyska, nic kompletnie się nie zmieni.
    Jeżeli dodrukujemy, to jak byśmy nie rozproszyli spowoduje to przepływ bogactwa od jednych do drugich, zyskają głównie ci, którzy pierwsi wejdą w posiadanie dodatkowych pieniędzy.
  • @nikander 15:49:59
    >banksterzy "sprzedają" nam około 90 mld zł emisji rocznie. To fakt. Warto zastanowić się dlaczego. Gdyby nie istniała "naturalna" potrzeba emisji banksterzy nie sprzedaliby ani grosza"

    Gdyby założyć, że popyt na kredyt zależy od ilości pieniądza na rynku, to wtedy należałoby uznać waszą argumentację za słuszną, a monetyzację za potrzebną.

    Napisałem wyżej w odpowiedzi dla Pana Jacka dlaczego nie uważam, że jest to prawda.

    Oczywiście można przedstawić taką sytuację, że ktoś chce kupić samochód, więc bierze kredyt, ale jeżeli wygra w totka, to jego ilość pieniędzy wzrośnie i jego popyt na kredyt spadnie do zera.

    Ale to tylko pozory. Ludzie biorący kredyty nie wyrażają popytu na pieniądz, tylko na realne dobra. Ich popyt na kredyt to popyt na dobra. Banki kreując ten kredyt nie tworzą nowych dóbr, tylko pomagają te istniejące odebrać innym.
    W skali kraju popyt na dobra będzie zawsze istniał. Nie zmieni tego emisja pieniędzy, bo ona nie stworzy nowych dóbr.

    Popyt na kredyt jest zależny wyłącznie od oprocentowania tego kredytu. Przeforsuj przepis, że banki nie mają prawa pobierać oprocentowania mniejszego niż 200% rocznie a popytu na kredyt nie będzie i banki upadną.
    Jak emisja pieniędzy może wywołać efekt w tym kierunku?

    Jeżeli chcesz kupić samochód i brakuje Ci 60tys. Myślisz o kredycie na 5 lat z ratą miesięczną 1600 zł. Twoje zarobki to 5000zł/mc.
    Czy jeżeli państwo dołoży Ci w formie rozproszenia emisji 1000zł miesięcznie, to zrezygnujesz z kredytu, czy tym bardziej go weźmiesz?
  • @imran 19:46:57
    Taki mały faq http://nikander.nowyekran.pl/post/71920,kotwiczenie-waluty-a-niby-dlaczego
  • @nikander 15:49:59
    >Jeszcze raz, po której stronie stoimy: czy jak potulne barany zaczadzone jakimiś idiotycznymi książkami jakich zidiociałych nieboszczyków będzie utrzymywali, że musimy u bansterów corocznie kupić sobie te 90 mld zł emisji, czy spróbujemy coś z tym zrobić."

    Oczywiście, że to drugie.

    Ale dla mnie jest jasne, że jeżeli banki będą miały możliwość to sprzedadzą tyle ile się da. Hamulcem jest tylko groźba run-u i bankructwa, lub jakieś przepisy prawa zakazujące, ograniczające.

    Hamulcem nigdy nie będzie wyemitowanie tych pieniędzy przez rząd czy kogokolwiek.

    Przecież błędność tego rozumowania widać jak na dłoni;

    Dlaczego banki w tej chwili emitują taką a nie inną ilość pieniądza? Dlaczego nie emitują dwa razy tyle obniżając oprocentowanie?
    Dlatego, że nie ma większego popytu, czy dlatego, że muszą utrzymać 3,5% rezerwy, a pożyczenie gotówki z NBP kosztuje określony procent? Gdyby rezerwę obniżono do 1% to ilość przyznanych kredytów by się zwiększyła, gdyby ustalono 10% to odwrotnie.

    Nasze odmienne rozumienie tej sprawy wynika moim zdaniem z odmiennego podejścia do kwestii oprocentowania.

    Wy uważacie, że procent to jakaś zapłata za kapitał, którego jest mało. tak jak za jakiś towar.
    Cena towaru i popyt na niego spada jeżeli zapewnimy większą jego ilość.
    Tak więc cena kredytu i popyt na niego spadnie jeżeli dostarczymy większą ilość pieniędzy. Uważanie że popyt na kredyt, to popyt na pieniądz dla celów dokonywania wymian.

    Ja uważam, że oprocentowanie to zapłata za wymianę dóbr przyszłych na teraźniejsze. Popyt wtedy będzie zależał wyłącznie od tego, na ile bardziej ktoś ceni te dobra teraźniejsze nad przyszłe.
    - O ile więcej są gotowi wytworzyć tych dóbr w przyszłości aby mieć je już teraz.
    Ale pieniądze odgrywają tylko rolę pośrednika w wymianie; jedno dobro na inne, jeden towar na inny.
    Zmiana ilości pieniądza może spowodować tylko zmianę proporcji cała ilość towarów/cała ilość pieniędzy używanych do wymian. A więc wpływa na ceny towarów. Nie może wpłynąć na chęć pozyskania dóbr i na gotowość ich wymiany na większą ilość dóbr przyszłych.
  • @nikander 15:49:59
    >Obawiam się, że nie odróżniasz produkcji "na zamówienie" od produkcji "na rynek". Te dobra które chcemy kupić Już w większości przypadków ZOSTAŁY WYPRODUKOWANE!!!"

    Wiem. Ale to nie znaczy, że klient ma nie decydować o tym co będzie produkowane i po jakich cenach sprzedawane, że ma nabywać to, co przedsiębiorcy wyprodukowali.

    Dlatego uważam to podejście, że należy zwiększyć ilość pieniądza po to, aby konsumenci mogli wykupić towary z rynku za przyczynek do zmniejszania realnego bogactwa ludzi.
    W ten sposób zmusza się ludzi do wymiany swojej pracy na coś co ktoś postanowił wyprodukować a nie na to czego oni potrzebują.

    Moje podejście jest takie;
    Przedsiębiorcy powinni produkować nie, jak teraz - na rynek, lecz pod przyszłe potrzeby (przyszłe zamówienia) klientów. Ponieważ nikt nie wie jakie będą te przyszłe zamówienia, po jakiej cenie, jakie ilości, jakie rodzaje towarów przedsiębiorcy muszą odgadnąć te przyszłe potrzeby. Im lepiej to zrobią tym większy mają przyszły zysk, im gorzej tym większą stratę. To wygląda jak produkcja na rynek, ale jest różnica. Kto popełni błąd w ocenie ponosi stratę, musi sprzedać po cenie poniżej kosztów produkcji. Zysk zależy od stopnia zaspokojenia przyszłych potrzeb klientów. Tak powstaje dobrobyt, a nie poprzez produkowanie byle dużo, a potem sztucznie wywoływanie popytu emitowaniem pieniądza (albo kredytów - co zgadzam się jest jeszcze gorsze)

    Żeby tak było musi być stała (w miarę) ilość pieniędzy, a zmiana gustów, potrzeb ma wpływać na zmiany cen.
    Jak mogą być stałe ceny? Jeżeli ludziom znudzą się koszulki polo, to popyt na nie spada, nie ma stałej ceny bo żeby osiągnąć planowaną przy większym popycie wysokość sprzedaży trzeba cenę obniżyć.
  • 5 PUNKTÓW w/g - @imran 14:45:13
    imran 23.08.2012 14:45:13

    Po pierwsze trzeba sprostować Pana interpretacje, aby polemika dotyczyła tego co ja piszę a nie tego jak Pan myśli - o tym co ja piszę.

    A. Widać to w punkcie 1 i ad 1. Wiadomo, iż jak jest za mało pieniędzy to poziom sprzedaży spada. Nie oznacza to jednak iż bez dodatkowej emisji pieniędzy sprzedaż jest niemożliwa. Wówczas właśnie przychodzi z „pomocą” kredyt i pożyczki oprocentowane, potrzeby pożyczkowe państwa, i pożyczki od znajomych bez procentu, (choć i tutaj państwo kładzie łapę na dobrym obyczaju i narzuca stały „procent” poprzez opodatkowanie pożyczek prywatnych w kwocie powyżej 5000 zł). Ludzie sobie radzą, pomimo trudności więc zastrzeżenie opisane jako ad 1 jest nieprawdziwe i wykreowane przez Pana . Ograniczenie sprzedaży i recesja z braku pieniądza nie oznacza że NIC nie można sprzedać ani NIC wyprodukować, Taki argument to erystyka: tutaj metoda sprowadzenia problemu do absurdu poprzez jego skrajne wyostrzenie, przekłamanie skali.

    Te teorię Pan wymyślił nie ja. Na jakiej podstawie – zapewne chce Pan za wszelką cenę zdyskredytować zasadę emisji, po to aby ludzie musieli zaciągać kredyt, lub po to aby żyli w ubóstwie.

    B. Tego problemu (2 i ad.2) Pan nie rozumie. Ludzie pracują i otrzymują swoje wynagrodzenie lub zysk pracownicy i przedsiębiorcy. Nikt nie traci pieniędzy z powodu emisji, wręcz przeciwnie wyemitowany pieniądz trafi do producentów użytecznych dóbr, (nawet do bankierów oczekujących na odsetki) właśnie dzięki emisji. A to że pieniądze te dostaną matki wychowujące dzieci, liczne rodziny , sieroty, inwalidzi, nauczyciele, panie w przedszkolu itp. – to tylko lepiej one tez maja prawo do życia, ludzie ci dokują redystrybucji kwot z monetyzacji do producentów użytecznych rzeczy, w ten sposób oni tez „pracują” – wnoszą swój wkład w gospodarkę i funkcjonowanie rynku.

    C. Budżet to nie tylko podatki, co dostrzega Freedom, bo tak jest obecnie. Budżet to także dochód z pracy, którego dzisiaj nikt nie liczy. To tak jak firma co wykazywałaby straty a ukrywała przychody. To było przestępstwo. Obecny budżet i sposób jego liczenie bez monetyzacji przyrostu dóbr to tez jest przestępstwo

    D. To prosty mechanizm. Ludzie nie są równi talentami niektórzy są przedsiębiorczy i operatywni, dobrze gospodarują i kumulują majątek, mają do tego prawo. Ich zdolności sprawiają, że pieniądz przechodzi od innych do ich kasy. Monetyzacja ich pracy i ich przedsiębiorczości pozwala rozdzielać nowe bogactwo dla wszystkich członków społeczeństwa – bo ono należy się wszystkim. Monetyzacja stwarza możliwość wyrównania naturalnej i ekonomicznej niesprawiedliwości pomiędzy ludźmi. Dlatego jest dobra.

    E. Popyt na kredyt rodzi się z braku pieniędzy, o tym wie każdy bankier i dlatego likwidowane są źródła emisji pieniędzy lub wprowadzana jest zasada pieniądza kruszcowego (złotego) bo złota jest mało i ono najlepiej likwiduje możliwości emisyjne. Dopiero potem wprowadzane są wyższe stopy procentowe, im mniej pieniądza tym wyższe, aż do rozpadu gospodarki: patrz Grecja , patrz ludzie ubodzy obciążani najwyższymi odsetkami. Kredyt funkcjonuje w sposób cywilizowany tylko tam gdzie nie zdobył jeszcze monopolu, czyli nie wyparł pieniądza pełnowartościowego. Tam gdzie go wyparł wprowadza nowy kapitałowy kolonializm. Bankier rządzi społeczeństwem i ma na woje usługi potulny, przekupny rząd.
    Inna kwestia to tzw. preferencja czasowa, ludzie są rzeczywiście naiwni i sadza że można mieć wszystko w jednej chwili. Na tej naiwności żeruje bankier i przedstawia się jako dobroczyńca, spełniający marzenia. Emituje długi na potęgę ale do czasu potem mówi stop i ludzie wpadają w pułapkę, muszą oddać to co „kupili” i stracić na tym sporo swoich pieniędzy. Niektórym tylko się udaje, a inni mieszkają już nie w swoich domach ale w lasach (USA) na skutek zamknięcia kredytów (foreclosure)

    To tyle na razie.
  • @Jacek Rossakiewicz 02:06:28
    p.A
    Rzeczywiście, prześledziłem poprzednie wpisy i nie mogę znaleźć, ale jestem pewny, że gdzieś taki argument był użyty chyba przez Nikandera; że jeżeli nie zostaną wyemitowane środki na pokrycie nowo wytworzonych produktów to cała produkcja zostanie na półkach...
    Ale może coś mi się pomyliło. Może to było takie uproszczenie dla potrzeb dyskusji.

    Natomiast Pan pisze "Wiadomo, iż jak jest za mało pieniędzy to poziom sprzedaży spada."
    Myślę, że to jest właśnie ważna rzecz, którą powinniśmy do końca wyjaśnić.
    Moim zdaniem to o czym Pan pisze jest związane ze zmianą ilości pieniądza a nie z samą jego ilością.
    Jeżeli ilość pieniądza spada, to rzeczywiście jest za mało pieniędzy i maleje popyt, sprzedaż - to jest zjawisko niekorzystne.

    Ale nie można tego odnosić do samego pojęcia ilości pieniądze. Co to znaczy "zbyt mała ilość"?
    Pieniądz nie jest jakimś towarem posiadającym wartość samą w sobie - użytkową. Nikt nigdy nie wymienia czegoś na pieniądze dla samego posiadania pieniędzy. Zawsze jest to tylko pierwsza część wymiany. Druga to wymiana tych pieniędzy na inny towar.
    Pieniądza ma więc tylko wartość wymienną.
    Zmiana ilości pieniądza (kazda) powoduje problemy, ale później ustalają się współczynniki wymiany pomiędzy tą ilością pieniądza a towarami i ta ilość jest wtedy optymalna. Niezależnie jaka to będzie ilość.

    Ciekawi mnie czy Pan ten punkt widzenia kwestionuje czy nie?

    Bo ja rozumiem, że jeżeli ilość pieniądza zmniejszyła się z jakiś powodów - został wycofany z obiegu, np. o 20% to będzie go o 20% za mało.
    Ale jeżeli minie pewien okres potrzebny do ustalenia się nowych cen, to już za późno aby to uzupełniać, bo już ta nowa wartość jest tą optymalną.
    To wynika z tego, że pieniądz nie ma innej wartości oprócz wymiennej.

    p.B
    > Nikt nie traci pieniędzy z powodu emisji, wręcz przeciwnie wyemitowany pieniądz trafi do producentów użytecznych dóbr, (nawet do bankierów oczekujących na odsetki) właśnie dzięki emisji."

    Ja nie napisałem, że ktoś traci pieniądze. Aż takim tępakiem nie jestem by twierdzić, że w wyniku emisji dodatkowych pieniędzy i przekazania ich ludziom, ktoś traci pieniądze.

    Napisałem dokładnie to; cyt."Nowe pieniądze trafiają do pewnych ludzi i ci ludzie wymieniają je na dobra. Jednak każde takie dobro do kogoś należy, ktoś je wytworzył. Jest do więc dystrybucja od tych, co je wytworzyli do tych którzy otrzymali dodatkowe pieniądze."

    Może by było jaśniej powinno być Jest to więc dystrybucja dóbr od tych co je wytworzyli ...

    Ja piszę o dobrach a nie pieniądzach.

    Ale to, co Pan napisał w p. D, jest moim zdaniem potwierdzeniem tego, o czym ja piszę. Czyli tu się chyba zgadzamy.
    Pan podkreśla, że ta dystrybucja dóbr od tych bardziej przedsiębiorczych, którzy więcej wytworzyli ... jest dobra, sprawiedliwa ... i tak powinno być. Ja nic natomiast nie pisałem o ocenie tego, jedynie stwierdziłem sam fakt, że monetyzacja taką dystrybucję, takie przeniesienie majątku, od jednych ludzi do innych ma miejsce.

    Ustalmy najpierw fakty. Bo dopóki są rozbieżności co do faktów, to nie ma sensu dyskutować o ocenie tych faktów.

    P.E
    Tu jest w naszych poglądach duża rozbieżność.
    Moim zdaniem nie ma człowieka, ja przynajmniej nie znam, który bierze kredyt z "braku pieniądza". Każdy bierze kredyt aby coś nabyć, jakieś dobra. Ilu byłoby chętnych na kredyt w wycofanych z obiegu starych złotych, albo markach? A przecież jest ich bardzo mało, zupełny brak.

    Przecież w latach 80-tych była emisja "pełnowartościowego" pieniądza na potęgę. wywołała aż hiperinflację. A kredytu ludzie brali ile tylko mogli, bo były oprocentowane poniżej inflacji.
    Dlaczego ta emisja przez rząd nie zaspokoiła popytu na pieniądz?
    Bo to nie jest popyt na pieniądz tylko na dobra. Zwiększanie ilości pieniądza nic nie daje, bo bo ceny się dostosują do każdej ilości, a że dóbr nie przybywa, to popyt na nie nie jest zaspokajany wzrostem ilości pieniądza.
  • @imran 10:19:06
    Staram się wejść jakoś w pański sposób rozumowania.

    - Zbyt mała ilość pieniędzy powoduje problemy.

    Zgadza się, ale ilość pieniądza jest związana z jego wartością, czyli cenami, a nie z samą fizyczną ilością.
    Dlatego jak pisałem wszelkie zmiany ilości pieniądza wywołują niedobór lub nadmiar, ale po ustaleniu się nowych cen faktyczna ilość

    I teraz Pan to odnosi również do zmiany wielkości produkcji. Przy stałej ilości pieniądza a większej produkcji pozornie efekt jest podobny; robi się jakby za mało pieniądza, zmniejsza się jego ilość w relacji do ilości wymian - ilości towarów.

    Ale tu właśnie ja mam inne zdanie. Producent planujący zwiększenie produkcji bierze pod uwagę przyszły popyt oraz podaż innych konkurentów. Musi przewidzieć przy jakiej cenie jaka wielkość produkcji znajdzie nabywców.
    Jeżeli popyt na dane dobro nie będzie się zwiększał, to może on sprzedać więcej jedynie obniżając ceny, a to może osiągnąć obniżając koszty produkcji, a to wprowadzając kapitał i bardziej efektywne technologie.
    Nie może nastąpić taki efekt jak przy wycofaniu pieniądza - zbyt mała jego ilość, ponieważ dodatkowe towary są wprowadzane już przy niższych cenach. Ewentualnie ludzie zmniejszą zakupy jednych towarów a zwiększą innych. Nie może być za mało pieniędzy.
  • Za mało pieniędzy - stąd emisja , @imran 12:44:42
    Możemy dzielić włos na czworo i debatować kilka lat, a praktyka od tego się nie zmieni. Ludzie będą produkowali dobra, a inni będą na to emitować pieniądze. Władza pieniądza jest tak potężna dzisiaj, że kiedy emisja zostaje wycofana skutkuje to recesją gospodarczą. Podobnie jest z kredytami, gdyż obecnie to jest główny sposób kreowania środków rozliczeniowych.

    W istocie sprzeciw wobec oficjalnej emisji pieniędzy jest uprzywilejowaniem kredytów, Taka ma on genezę od wieków i stoją za tym właśnie najwięksi bankierzy.

    Pan jest przywiązany do idei braku emisji, wierząc w to iż wszystko samo się ułoży. To jest pogląd Adama Smitha, który zaszczepili w nim "holenderscy" bankierzy - zaowocowało to "niewidzialna ręka rynku" w istocie była to anonimowa ręka bankiera dokującego kreacji środków rozliczeniowych w TAJEMNICY przed ludźmi : tzw. złoto rzekome.

    Cytat:
    nie napisałem, że ktoś traci pieniądze. Aż takim tępakiem nie jestem by twierdzić, że w wyniku emisji dodatkowych pieniędzy i przekazania ich ludziom, ktoś traci pieniądze.

    Napisałem dokładnie to; cyt. „Nowe pieniądze trafiają do pewnych ludzi i ci ludzie wymieniają je na dobra. Jednak każde takie dobro do kogoś należy, ktoś je wytworzył. Jest do więc dystrybucja od tych, co je wytworzyli do tych którzy otrzymali dodatkowe pieniądze."

    Może by było jaśniej powinno być Jest to więc dystrybucja dóbr od tych co je wytworzyli ...

    Ja piszę o dobrach a nie pieniądzach.

    Ale to, co Pan napisał w p. D, jest moim zdaniem potwierdzeniem tego, o czym ja piszę. Czyli tu się chyba zgadzamy.
    Pan podkreśla, że ta dystrybucja dóbr od tych bardziej przedsiębiorczych, którzy więcej wytworzyli ... jest dobra, sprawiedliwa ... i tak powinno być. Ja nic natomiast nie pisałem o ocenie tego, jedynie stwierdziłem sam fakt, że monetyzacja taką dystrybucję, takie przeniesienie majątku, od jednych ludzi do innych ma miejsce.

    Ustalmy najpierw fakty. Bo dopóki są rozbieżności co do faktów, to nie ma sensu dyskutować o ocenie tych faktów. (koniec cytatu)

    Dla mnie fakty są ważne i ich ocena również. Właśnie o to chodzi, aby realizować słuszne wartości. Trzeba oceniać fakty i badać intencje. Samo zjawisko, bez analizy intencji i jej realizacji to za mało w świecie człowieka.
    Pana przykład z emisją : „Przecież w latach 80-tych była emisja "pełnowartościowego" pieniądza na potęgę, wywołała aż hiperinflację.” - nie dotyczy pieniądza pełnowartościowego, czyli takiego na którego emisje jest pokrycie. (parytet gospodarczy). Wiadomo wszystkim że to były względy polityczne a nie gospodarcze, że ten pieniądz był inflacyjny z zasady i wynikał z nieumiejętności zarządzania gospodarką, a jeszcze bardziej ze spłaty długów wobec zachodnich lichwiarzy (Klub Paryski) oraz z wywozem towarów do ZSRR po zaniżonych cenach w ramach współpracy RWPG.
    Przykład z brakiem emisji: „Nie może nastąpić taki efekt jak przy wycofaniu pieniądza - zbyt mała jego ilość, ponieważ dodatkowe towary są wprowadzane już przy niższych cenach. Ewentualnie ludzie zmniejszą zakupy jednych towarów a zwiększą innych. Nie może być za mało pieniędzy.” - Tutaj „uzasadnia Pan sytuację braku pieniądza możliwością restrukturyzacji wydatków, a co z osobami które żyją poniżej kosztów minimum egzystencji, na co one miałyby przejść , aby wyżywić swoje dzieci, na „lepsze oddychanie” – bo przecież pieniądza nie może być zbyt mało, a na stworzenie miejsc pracy tez on jest potrzebny.
    Widzi Pan mam nadzieję, że postulat emisji uzasadnionej (parytet gospodarczy) jest zasadny. On nie dotyczy ilości pieniądza ani jego zmiany względem ilości dóbr, on DOTYCZY PROPORCJI pomiędzy ilością dóbr a ilością pieniędzy (środków rozliczeniowych) . Stała proporcja tych ilości mierzona przy uwzględnieniu wielu innych czynników np. wielkości obrotu, wielkości populacji to podstawa wartościowego systemu finansowego

    Pozostaje problem oprocentowania pieniędzy. Emisja to zwiększanie ilości pieniądza, a oprocentowanie ujemne lub terminowość pieniądza to jego zmniejszanie ilości pieniądza, które wynika z konsumowania niektórych dóbr i zużywania się innych. Oprocentowanie ujemne stwarza miejsce na emisję, ono zastępuje także pobieranie podatków, bo te funkcje przejmuje wówczas emisja. Takie spojrzenie na sprawę oprocentowania i emisji jest zasadne. Pisałem o tym w książce Demokracja Finansowa w 2003 roku. Polecam lekturę
    Link do e-book: http://demokracja-finansowa.org.pl/10elektron.html
  • @Jacek Rossakiewicz 17:03:57
    >Pan jest przywiązany do idei braku emisji, wierząc w to iż wszystko samo się ułoży."

    Wydawało mi się, ze jest właśnie odwrotnie.

    Ja uważam, że emisja przez państwo nic nie zmieni w temacie kreacji pieniądza kredytowego. Tego można uniknąć jedynie poprzez uniemożliwienie w jakikolwiek sposób stosowania rezerw cząstkowych. Można dyskutować w jaki sposób, ale to właśnie się samo nie zrobi.

    To Pan przecież uważa, że emisja wywoła jakąś niewidzialną ręką reakcję rynku i kreacja zostanie zatrzymana czyli samo się ułoży. Ja właśnie takiej możliwości nie widzę.

    Bez zakazu stosowania rezerw cząstkowych nawet bankowość bezodsetkowa nic by nie zmieniła. Jeżeli bank może wykreować pieniądze a następnie je włożyć w biznes jako udziałowiec? Nie skorzysta z tego?
  • @imran 00:19:29
    Napisałem: ---- W istocie sprzeciw wobec oficjalnej emisji pieniędzy jest uprzywilejowaniem kredytów, Taką ma on genezę od wieków i stoją za tym właśnie najwięksi bankierzy.
    Pan jest przywiązany do idei braku emisji, wierząc w to iż wszystko samo się ułoży. To jest pogląd Adama Smitha, który zaszczepili w nim "holenderscy" bankierzy - zaowocowało to "niewidzialną ręką rynku" - w istocie była to anonimowa ręka bankiera dokującego kreacji środków rozliczeniowych w TAJEMNICY przed ludźmi : tzw. złoto rzekome. ---- (koniec przywołania tekstu)

    Emisja pieniędzy przez państwo ogranicza "potrzeby pożyczkowe" państwa, firm i osób prywatnych. Wiele osób będzie wolało zarobić pieniądze niż zaciągać oprocentowane kredy i pożyczki. Istniejący obecnie monopol banków na kreacje pieniędzy w formie długów zostanie przełamany. Jeżeli ruszy za tym akcja kredytów bezodsetkowych udzielanych przez państwo, bankierom pozostanie jedynie KREATYWNA funkcja zarzadzania pieniędzmi. np. finansowanie rozwoju technologii itp. A NIE PROSTA I ŁATWA LICHWA. Ich interesy spekulacyjne i zadłużeniowe upadną, Bankowość prywatna zostanie uzdrowiona, co wyjdzie na dobre nie tylko nam w Polsce, ale i światu. I obejdzie się bez prawnego zakazu , który zawsze jest mało skuteczny i trudny do wyegzekwowania, CHOĆ OCZYWIŚCIE MOŻE BYĆ ZASTOSOWANY, o ile zajdzie taka potrzeba. Ja nie jestem zwolennikiem „magii” Smitha, ale wiem też, że nie wszystko da się wdrożyć prawnym przymusem.
  • @Jacek Rossakiewicz 01:15:57
    Gdyby rzeczywiście tak było, że potrzeby pożyczkowe ludzi i firm zmaleją jeżeli dodrukujemy 3% czy 5% pieniędzy zgodnie ze wzrostem gospodarczym to bym się zgodził z tym co pan pisze dalej i wcześniej.

    Ale przyjęcie takiego założenia nie ma moim zdaniem żadnych podstaw.

    Pytam jeszcze raz; widział pan kogoś, kto rezygnuje z kredytu na zakup samochodu, albo na wyjazd wakacyjny w wysokości 10tys zł z tego powodu, że dostał podwyżkę w wysokości 500zł/mc, albo 1000zł/mc?

    Wyobraża Pan sobie firmę, która rezygnuje z kredytu 2mln zł na zakup linii produkcyjnej dlatego, że dostała dofinansowanie w wysokości powiedzmy 200tys zł.

    Amortyzacja takiej linii produkcyjnej to 10, 20 lat, więc jak wzrost produkcji z 1 roku może zaspokoić popyt na zakup całej linii?

    Temu co pan zakłada przeczy zarówno teoria, logiczna analiza jak i obserwacja rzeczywistości.
  • @imran 09:40:35
    polecam uważane czytanie: przywołuje fragment mojego poprzedniego wpisu:

    ----- Jeżeli ruszy za tym [za emisją] akcja kredytów bezodsetkowych udzielanych przez państw -, bankierom pozostanie jedynie KREATYWNA funkcja zarzadzania pieniędzmi. np. finansowanie rozwoju technologii itp. A NIE PROSTA I ŁATWA LICHWA. Ich interesy spekulacyjne i zadłużeniowe upadną, Bankowość prywatna zostanie uzdrowiona......
  • @Jacek Rossakiewicz 14:34:29
    Kredyty bezodsetkowe udzielane przez państwo?

    Kredyt bezodsetkowy, jak rozumiem z wcześniejszych wpisów, polega na tym, że instytucja (pisał pan wcześniej o bankach) udzielająca kredyt nie pobiera odsetek tylko bierze udział w zyskach/lub stratach.
    W przypadku banków klienci rozumiem wkładają swoje środki DOBROWOLNIE godząc się na to, że mogą ponieść stratę.
    (na marginesie moim zdaniem nikt o zdrowych zmysłach się na to nie zgodzi, więc taka bankowość będzie marginalna)

    A w przypadku państwa. Skąd środki. Z przymusu podatkowego? Czyli jak nie chcą dobrowolnie to się ich zmusi?

    I uważa Pan, że zaspokoi się cały popyt na kredyty?

    Na jakiej podstawie uważa Pan, że większość przedsiębiorców nie będzie wolała wziąć kredyt na np. 10% rocznie wiedząc, że ich inwestycja jest na tyle pewna, że przyniesie 30%.
    To czy oni będą chcieli wziąć udziałowca w postaci państwa, nie płacić 10% odsetek, ale dzielić się zyskiem30%?


    Ale nawet jeżeli, to to dotyczy kredytów dla przedsiębiorstw. A kredytu konsumpcyjne? Banki nie będą dawać takich kredytów z kreacji jeśli nie będzie zakazu?
  • @imran 18:35:22
    Kredyt udzielony przez państwo nie jest emisją - to po pierwsze.
    Po drugie. Kredyt bezodsetkowa udzielony przez państwo jest nieoprocentowany. Nie musi także być źródłem finansowego dochodu dla państwa, stąd udział w zysku może wynosić 0%. Są inne korzyści ze sfinansowania działalności osobom przedsiębiorczym - więc kredyt taki może być nawet częściowo umorzony.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930